Szukaj na tym blogu

wtorek, 28 kwietnia 2015

Libba Bray - "Wróżbiarze"

Bray - Wróżbiarze

"Paskudny John, Paskudny John, w fartuchu pracę ma. Poderżnie gardło i kości weźmie, sprzeda za grosze dwa…"

Opis:

Wróżbiarze #1


Lata dwudzieste w Nowym Jorku. Chłopczyce i tancerki rewiowe, jazz i dżin. Czasy po wojnie, ale przed kryzysem. Dla pewnej grupy złotej młodzieży to okazja, by bawić się jak nigdy wcześniej.

Dla Evie O’Neill to ucieczka. Nigdy nie pasowała do małego miasteczka w stanie Ohio, a kiedy wywołuje kolejny skandal, rodzice wysyłają ją do wielkiego miasta, by zamieszkała z wujem. Dla dziewczyny to nie wygnanie, a spełnienie marzeń – szansa, by pokazać, że jest nowoczesna do szpiku kości i niewiarygodnie odważna.

Niestety, Nowy Jork to nie tylko jazz i rewia. Ma swoją mroczną stronę. W mieście giną młodzi ludzie. To nie są zbrodnie w afekcie. Są okrutne. Starannie zaplanowane. I niepokojąco podobne do ilustracji z zapomnianej księgi. A nowojorska policja nie potrafi samodzielnie rozwiązać tej sprawy.

Evie nie uciekała jedynie przed ograniczeniami życia w Ohio, lecz również przed świadomością, czego może dokonać. Ma tajemnicę. Niezwykłą moc, która mogłaby pomóc w złapaniu zabójcy – o ile on nie dopadnie jej wcześniej.

 

Moja ocena: Dobra (***)


Z całą pewnością do przeczytania "Wróżbiarzy" skłoniła mnie okładka. To moje kolejne spotkanie z pisarstwem pani Libby Bray. Troszkę je poznałam w trakcie innego cyklu, co prawda nie było ono jakieś oszałamiające, ale na tyle przyzwoite, bym na widok jej nazwiska na okładce nie uciekała z krzykiem. Sama nie wiem czego się spodziewałam po tej książce. Dobrej historii to oczywiste. Pomysł na fabułę zły nie jest, ale nie spodobało mi się w niektórych momentach jego wykonanie. Jestem nieusatysfakcjonowana, bo autorka włożyła wiele pracy w tę książkę i jednocześnie sama pod sobą dołki kopie. Z poprzednią serią lekturę łączą dwie cechy: umiejscowienie akcji w przeszłości oraz motyw „mocy”. Tyle mogłam wywnioskować z samej okładki.
"Złodziej, który czyta Kirkegaarda, to zaiste interesujący złodziej."
Tym razem zostajemy przeniesieni do Ameryki lat 20-tych XX wieku. Autorka stara się jak najbardziej oddać klimat miejsca i czasu. W niektórych momentach udaje jej się uchwycić to na tyle dobrze, że wręcz możemy to poczuć, by za chwilę popsuć to z kretesem. Nie trzyma się wyznaczonych przez siebie ram czasowych, mimowolnie wprowadzając współczesne elementy. I w tym upatruję słabość tej historii. W przypadku "Wróżbiarzy" używa miejscami tak potocznego języka, że to wręcz razi. Przykład poniżej ^^.
"– Będzie tak panienka stała przez całą drogę? – spytał bagażowy.
– Chcę się tylko odpowiednio pożegnać – odpowiedziała Evie. Uniosła dłonie w ostatnim błogosławieństwie, machając domom jak królowa. – Na razie, frajerzy! Wszyscy jesteście mięczakami!"
W dwóch momentach książka mnie zdenerwowała. Po rozpoczęciu czytania i przy zakończeniu. W pierwszym przypadku pewna postać bardzo się o to starała. W drugim była to wypadkowa różnych zabiegów autorki dotycząca postaci. Nie powiem, bohaterowie są różnorodni i z charakterem. Ich losy mniej lub bardziej splatają się ze sobą. Łączy ich to, że są owymi tytułowymi Wróżbiarzami. Jest jednak w książce taki element, który przeważył szalę i sprawił, że poczułam się rozczarowana i oszukana. Nie zaspoileruję, ale napiszę tylko tyle, że w mojej ocenie niewiele ma on wspólnego z tytułem. Jedna z postaci lub raczej jej tożsamość jest wyciągnięta jak królik z kapelusza. Takie to sztuczne. Naciągane. Mentalnie od razu postawiłam przy tym wielki czerwony krzyżyk.
"– Evangelino. – Will westchnął. – Dobroć zaczyna się w domu.
– Choroby psychiczne też."
Książkę dobrze się czyta. Wciągnęłam się i dlatego jestem w kropce. Ocena taka pół na pół, bo nie mogę się nią ani w pełni zachwycić, ani życzyć szybkiej śmierci w płomieniach. Autorka ma potencjał, ale stosując pewne zabiegi sama sobie utrudnia. Fajnie łamać kanony, ale niektóre rzeczy po prostu do siebie nie pasują. Nie w tym miejscu. Nie w tym czasie. Nie w takiej ilości. Powieść przestaje być wtedy spójna. Pod tym względem seria Magiczny Krąg była zdecydowanie lepsza.

Mimo wszystko polecam.

 

Odniesienia:

 

Literackie:

  • William Butler Yeats – "Drugie przejście"
  • „Hamlet”
  • Walt Whitman – „Kim ostatecznie jestem”
  • „Don Juan”
  • „Tak rzecze Zarathustra”
  • Whitman – „Opiewam elektryczność ciała”
  • „Anna Karenina”
  • Nietsche – "Wiedza radosna"
  • Edith Wharton – "Świat zabawy"
  • "Moby Dick"
  • Tom Taylor „Our American Cousin”

 

Filmowe:

"Czterech jeźdźców apokalipsy" - niemy film z 1921 r.


"Faust" - niemy film z 1926 r.

"We Moderns" - niema komedia z 1925 r.

Muzyczne:

4 komentarze:

  1. No nie wiem, ten potoczny język by mnie zdenerwował, jeszcze się zastanowię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten język niestety popsuł odbiór. :/

      Usuń
  2. Potoczny język brzmi strasznie w tego typu książce. Chyba ją zachowam w dalekich planach czytelniczych, ale nic poza tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten zabieg autorce się nie udał. Szkoda.

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło za każdy komentarz. Jednakże namolnego spamu nikt nie lubi, podobnie zresztą jak "hejtingu". Jeśli chcesz kogoś poobrażać to radzę użycie tego fajnego krzyżyka w prawym górnym rogu. Komentarze tylko spamujące lub obraźliwe będą usuwane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...