Szukaj na tym blogu

sobota, 18 lipca 2015

Dan Simmons - "Terror"

Simmons - Terror
"Na szczęście już jako młody, nie całkiem jeszcze ukształtowany człowiek, John Brigdens miał dwie rzeczy, które - prócz niezdecydowania - odwodziły go od samozniszczenia: książki i poczucie ironii."

Opis:


Terror odtwarza przebieg tragicznej w skutkach wyprawy badawczej z maja 1845 roku. Dwa statki – HMS Erebus i HMS Terror – pod dowództwem doświadczonego żeglarza, sir Johna Franklina, wyruszyły ku północnym wybrzeżom Kanady, celem poszukiwania Przejścia Północno-Zachodniego. To ciąg przesmyków pomiędzy wyspami Archipelagu Arktycznego, gdzie od kilkuset już lat, kosztem wielu istnień ludzkich, szukano możliwości opłynięcia Ameryki Północnej, chcąc zaoszczędzić na odległości przemierzanej drogą morską pomiędzy wybrzeżami Atlantyku i Pacyfiku. Na statkach zgromadzono spore zapasy żywności, które w teorii miały wystarczyć na około pięć lat. Wyposażono je w silniki, konieczne do przebijania się przez lód, i zapas węgla. Wtedy, w maju 1845 roku, ostatni raz widziano je w Anglii… Nawet dziś nie wiadomo dokładnie, jakie były losy poszczególnych uczestników owej podróży. Jednak Dan Simmons wykorzystał dostępne informacje, relacje z kilku późniejszych wypraw poszukiwawczych, skrawki wiedzy od tubylczych plemion, domysły i fantastyczne plotki… i stworzył kunsztowną opowieść o ostatnim rejsie dwóch statków, HMS Erebusa i HMS Terroru, które utknęły w lodzie, co stało się początkiem końca tej ekspedycji.

Terror to pasjonująca powieść z elementami grozy, horroru i mitologii Inuitów, a jednak dająca się odczytać niczym szczegółowy dziennik pokładowy. Następujące po sobie tragiczne w skutkach wydarzenia poznajemy okiem nie tylko oficerów, szczególnie kapitana Croziera, ale również szarych członków załogi. Dan Simmons, zdobywca wielu nagród, między innymi Hugo Awards oraz w 1990 roku nagrody Locusa za powieść Hyperion, z literackim wyczuciem oraz niezwykłą pieczołowitością odtwarza przebieg jednej z najbardziej zagadkowych wypraw badawczych w całej znanej nam historii badań polarnych.

 

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)


+ Atmosfera, czyli chłód do szpiku kości
+ Bohaterowie
+ Poukrywane tu i ówdzie motywy
+ Styl
+ Psychologia
***
Człowiek jest dziwną istotą. Boi się nieznanego i jednocześnie pragnie je odkrywać. To adrenalina, niebezpieczeństwo. Chęć bycia pierwszym i zdobycia wiecznej chwały. Niektórzy to pragnienie odczuwają na równi z innymi potrzebami, co w pewnym sensie przypomina nałóg, który ciężko zaspokoić i który popycha do niewiarygodnych rzeczy. Połączony z chęcią przeżycia przygody staje się mieszanką wybuchową. A jeśli stoi za tym jeszcze prestiż i sława oraz wiara w słuszność sprawy, to jest on jak najbardziej wytłumaczony i pożądany. Ma służyć konkretnemu celowi, więc nie można mieć do niego zastrzeżeń, prawda? Zwłaszcza jeśli mówimy o XIX wieku, gdzie jeszcze wiele rzeczy pozostało w sferze domysłów, a ludzie nie mogli sobie ich od tak sprawdzić na zdjęciu satelitarnym jak my możemy dziś.
"Wiedział, że minie co najmniej piętnaście minut, nim ciepło jego ciała rozgrzeje nieco posłanie. Przy odrobinie szczęścia będzie już wtedy spał. Przy odrobinie szczęścia uda mu się przespać prawie dwie godziny, nim zacznie się kolejny dzień ciemności i mrozu. Przy odrobinie szczęścia, rozmyślał, pogrąży się we śnie, z którego w ogóle się nie obudzi."
Nie wszystkie wyprawy mogą pójść jak z płatka, szczególnie te, które są stricte nastawione na odkrycia. Najwięcej smaczku dodaje fakt, że historia Dana Simmonsa opiera się na faktach historycznych. Wyprawa Franklina. Los obu statków. Autor snuje opowieść o tym, jak mogło to wszystko wyglądać, lecz jego wizja wyjątkowo działa na wyobraźnię. Tak umiejętnie kreuje on swój świat, że nie tylko można go sobie wyobrazić, ale wręcz poczuć. Dodatkowo igra z czytelnikiem wplatając w bardzo „realny” świat elementy eskimoskich wierzeń, urzeczywistnia je w postaci Tuunbaq'a, i w moim odczuciu to wcale się nie gryzło, ale było w jakimś sensie... właściwe. Na swoim miejscu. Dopełniało obrazu.
"Crozier chciał żyć. Po prostu. Zamierzał przetrwać ten trudny okres wbrew wszelkim przeciwnościom i bogom, którzy odmawiali mu prawa do życia. Ten ogień w jego piersiach płonął już w tych pełnych bólu i słabości dniach na początku stycznia, kiedy bliski śmierci zdołał jednak przetrwać ataki głodu alkoholowego i uwolnić się od nałogu. Z każdym dniem płomień przybierał na sile."
Kreując swoich bohaterów Simmons wiedział co robi, porusza za ich pomocą wiele kwestii, są więc przez to bardzo różnorodni. Skupia się na jednostkach na równi ze świadomością i motywami całej grupy. Wszystko dzieje się głowie i nie tylko z lodem muszą się oni mierzyć. Autor wplata problem homoseksualizmu w XIX wieku, bądź co bądź nie powinno to dziwić w przypadku statku pełnego mężczyzn, nie jest to nic nadzwyczajnego i było od zawsze, w tym okresie kontakty takie były jednak jeszcze surowo karane. Kolejnym trudnym tematem jest kanibalizm. Z jednej strony można zrozumieć chęć przeżycia, z drugiej ważne są okoliczności. To dylemat moralny. Okej, nie mieli wyjścia, ale jak dla mnie robi różnicę czy ich towarzysz umarł śmiercią naturalną czy mu trochę pomogli. Wraz z narracją różnych bohaterów poznajemy ich psychikę, osobiste historie, poglądy na świat i radzenie sobie w obliczu zaistniałej sytuacji.
"- Czytałem tego amerykańskiego autora - powiedział Bridgens.
- Jakiego amerykańskiego autora?
- Tego, który podsunął biednemu Dickiemu Aylmore’owi pomysł na niezwykłą dekorację i przez którego Dickie zebrał potem baty. Nazywa się Poe, jeśli mnie pamięć nie myli. Pisze bardzo dziwne, melancholijne i ponure rzeczy, powiedziałbym, że miejscami wręcz makabryczne. W gruncie rzeczy niezbyt dobre, ale bardzo amerykańskie, jeśli wiesz, co mam na myśli. Nie czytałem jednak tego opowiadania, które sprowadziło na nas tyle nieszczęść."
Swoją drogą zaczęłam się zastanawiać, czemu statki nazwano w taki a nie inny sposób, bo ciekawie się to ma do rozgrywających wydarzeń. Nie tylko w książce. Naprawdę je tak nazwano. HMS Erebus (Mrok), okręt flagowy, nazwany od greckiego bóstwa kojarzonego z samym światem podziemnym, a nawet więcej, najgłębszą, najciemniejszą częścią Hadesu. Jego synem był Tanatos - Bóg śmierci oraz Charon przewożący dusze przez Styks. Przypadek? Jak więc odbierać te podbiegunowe zimy, noce polarne, kiedy przez kilka miesięcy słońce w ogóle nie pokazuje się na niebie i panuje tylko ... Mrok? HMS Terror (łac. Strach), tutaj jego nazwa również pasuje jak ulał. Ja nie wiem, co sobie trzeba myśleć, żeby tak nazwać statki wysłane na odnalezienie przesmyku, którego jeszcze nikomu się nie udało znaleźć, a każda wcześniejsza wyprawa kończyła się nie tylko fiaskiem, głodem, odmrożeniami ale i śmiercią? Co to ma być? Kiepski żart? Spełniająca wróżba?

Książkę oczywiście polecam!

PS Rozchorowałam się... w lato. Masakra. To chyba wszystko wina tej mroźnej, arktycznej atmosfery „Terroru”. Jednak jakoś udało mi się wykrzesać z siebie trochę energii i napisać coś dla Was. :D

7 komentarzy:

  1. Ojej - choroba w lecie to istny pech. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię czytać o takich wyprawach, więc książkę będę mieć na uwadze! Aaaa a mnie tak strasznie gardło boli, że spać nie mogłam, nie wiem jak to się stało ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie się od gardła zaczęło, a potem już poszło z górki. ^^

      Usuń
  3. No proszę, uwielbiam takie klimaty. Zapisuję sobie ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę,że recenzja jest bardzo ciekawa;))

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło za każdy komentarz. Jednakże namolnego spamu nikt nie lubi, podobnie zresztą jak "hejtingu". Jeśli chcesz kogoś poobrażać to radzę użycie tego fajnego krzyżyka w prawym górnym rogu. Komentarze tylko spamujące lub obraźliwe będą usuwane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...