Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kryminał. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 lipca 2021

Camilla Läckberg – „Syrenka”

Opis:

Szósta część rewelacyjnej sagi o Fjällbace!

We Fjällbace w tajemniczych okolicznościach ginie mężczyzna. Cztery miesiące później przypadkowy spacerowicz natrafia na jego zwłoki w skutym lodem jeziorze. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy znajomy zmarłego, pisarz Christian Thydell, zaczyna dostawać anonimowe pogróżki. Zaniepokojony zwierza się Erice Falck, a ona pokazuje jeden z listów Patrikowi. Patrik jest przekonany, że Christianowi grozi niebezpieczeństwo. Ktoś szczerze go nienawidzi i nie zawaha się spełnić groźby. Kiedy znalezione zostają zwłoki kolejnego mężczyzny, policja doszukuje się wspólnego wątku, a trop prowadzi w przeszłość…

Saga kryminalna Camilli Läckberg osiągnęła światowy sukces czytelniczy. To nie tylko mroczne thrillery, ale również doskonałe powieści obyczajowe, znakomicie oddające klimat współczesnej szwedzkiej prowincji. Od lat zajmują czołowe miejsca na europejskich listach bestsellerów. Książki Läckberg przetłumaczono na ponad 35 języków. Jesienią 2011 roku rozpoczęły się zdjęcia do międzynarodowej produkcji filmowej „Morderstwa we Fjällbace”, osnutej na kanwie jej powieści.

https://www.czarnaowca.pl/kategorie/bez_kategorii/syrenka,p1181049681

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Ciepła pogoda, powrót po macierzyńskim do pracy i ogólny zastój czytelniczy sprawiły, że czytanie idzie mi wolno. Wpisy będą się pojawiać, choć rzadziej i dość nieregularnie. Mam nadzieję, że szybko wrócę na normalne tory i chociaż raz w tygodniu uda mi się coś na bloga wrzucić. A teraz nadrabiam wpis dotyczący książki Camilli Läcberg pt. „Syrenka”.

Człowiek nigdy nie wie wszystkiego o drugim człowieku. Nawet o tym ukochanym, z którym żyje na co dzień.

Co ciekawe, fabuła w zarysie była mi znajoma, ponieważ dawno temu oglądałam filmy na podstawie książek tej autorki. Na szczęście zapomniałam szczegółów, więc czytając, odkrywałam tę historię na nowo. I nie żałuję. Książka mnie zainteresowała. Co ważne, nie czułam się przytłoczona faktem, że czytam serię nie po kolei. Pewnie wnikliwi czytelnicy tej serii znajdą dla siebie liczne smaczki, jednak brak znajomości poprzednich części nie odbiera przyjemności z czytania.

Sprawiał wrażenie, jakby był nieobecny duchem. Nawet w towarzystwie nie dawał do siebie dostępu. Jakby tkwił w szklanej bańce. Paradoksalnie przyciągało to ludzi do niego. Człowiek zawsze pożąda niemożliwego.

Syrenka ma to, co lubimy w literaturze skandynawskiej. Specyficzną atmosferę i aurę tajemnicy. Dodatkowo z każdą kolejną stroną przedstawione wydarzenia coraz bardziej wciągają czytelnika. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Były elementy, które nieco mnie irytowały, były też takie, które pozytywnie mnie zaskoczyły. Summa summarum ogólny odbiór tego tomu był bardzo dobry. Czy sięgnę po poprzednie części? Raczej nie, ale jest to związane z brakiem czasu, a nie chęci.

Polecam!

czwartek, 31 grudnia 2020

David Lagercrantz – „Ta, która musi umrzeć”

Opis:

Coś dla fanów serii „Millennium”! Długo oczekiwane zakończenie cyklu, które sprawi, że podczas lektury będziecie mieć gęsią skórkę.

Nie trzeba dodatkowo zachęcać do sięgnięcia po „Tą, która musi umrzeć”, ponieważ wiadomo, że Blomkvist i Salander nigdy nie zawodzą.

W samym centrum szwedzkiej stolicy odnalezione zostaje ciało martwego mężczyzny. Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że jest to tragiczna, lecz przypadkowa śmierć bezdomnego. Niestety nie udaje się ustalić jego tożsamości, nawet pomimo dosyć charakterystycznych cech. Fredrika Nyman, będąca lekarzem sądowym, postanawia zaufać swojemu wewnętrznemu głosowi i kontaktuje się z Mikaelem Blomkvistem. Początkowo jest ON dosyć sceptycznie nastawiony do pomysłu, aby zająć się tą sprawą.

Świadkowie z miejsca zdarzenia twierdzą, że bezdomny mężczyzna kilkukrotnie mamrotał coś na temat szwedzkiego ministra obrony – Johannesa Forsella, co tak naprawdę mogło łączyć zwykłego bezdomnego z ministrem? Czy w ogóle coś takiego istnieje? Blomkvist za wszelką cenę stara się złapać kontakt z Lisbeth Salander, bezskutecznie. Kobieta wyjechała z kraju krótko po pogrzebie Holgera Palmgrena i od tej pory ślad po niej zaginął. Mikael nie wie , że Lisbeth udała się do Moskwy, aby wyrównać dawne rachunki ze swoją siostrą.

Ostatnia część bestsellerowej serii po raz kolejny udowadnia, że David Lagercrantz w doskonały sposób łączy nowoczesne technologie z delikatnymi rozgrywkami potęg areny międzynarodowej i licznych politycznych skandali.

https://www.taniaksiazka.pl/millennium-tom-6-ta-ktora-musi-umrzec-david-lagercrantz-p-1261336.html

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Koniec roku to okazja do podsumowań i kończenia rozpoczętych spraw. Ja postanowiłam skończyć książkowy rozdział, jakim była dla mnie seria Millennium. I chociaż trylogia, którą stworzył Larsson, wydaje się kompletna, miło było wrócić za sprawą Lagercrantza do znanych bohaterów. Prawda jest jednak taka, że dopiero „Ta, która musi umrzeć” najbardziej oddaje atmosferę pierwszych trzech części. Gdy zagadki, zwroty akcji, strzelaniny czy wykorzystanie technologii są wyrównane i dozowane czytelnikowi w odpowiednich porcjach.

„– Sądzę, że śmierć zasługuje na szacunek nawet w przypadku tych najnędzniejszych spośród nas.
– To oczywiste – odparł z naciskiem, jakby chciał naprawić poprzednią niezręczność.
– Właśnie – zauważyła – pod tym względem Szwecja zawsze była państwem cywilizowanym. Jednak z roku na rok mamy coraz więcej bezimiennych zwłok, co mnie bardzo martwi. Wszyscy mamy po śmierci prawo do swojej tożsamości i do swojej historii.”

„Ta, która musi umrzeć” od samego początku wciągnęła mnie bardziej niż poprzednia część. Fabuła tego tomu do pewnego momentu toczy się dwutorowo. Jeden z motywów zabiera nas w Himalaje, więc chociaż w taki sposób możemy znaleźć trochę śniegu i mrozu. Dodatkowo atmosferę rozgrzewa wartka akcja, tajemnice i zemsta. Przyznam, że bardzo dobrze się bawiłam. Strony same znikały w zawrotnym tempie.

Będzie mi brakowało barwnych postaci Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista, ale dobrze, że ta historia dotarła do końca i wszystko się wyjaśniło. Zdecydowanie będę polecać całą serię, bo po prostu warto. Dla fanów kryminałów pozycja obowiązkowa. Dla szukających wrażeń. Dla wielbicieli tajemnic.

wtorek, 16 czerwca 2020

Jo Nesbø – „Pentagram”

Opis:

Harry Hole, #5

Harry po kolejnej wpadce alkoholowej otrzymuje wypowiedzenie, ale z uwagi na okres urlopowy zostaje jeszcze włączony do śledztwa, które prowadzi Tom Waaler. Hole podejrzewa Waalera o związek ze śmiercią koleżanki-policjantki, Ellen Gjelten, ale wciąż nie ma na to dowodów. Harry Hole tropi seryjnego mordercę, który zastrzelonym przez siebie ofiarom odcina kolejne palce u rąk, a na miejscu zbrodni zostawia znak - pentagram...

https://publicat.pl/wydawnictwo-dolnoslaskie/oferta/kryminaly/pentagram-pocket

Moja ocena: Dobra (***)

Po pewnym czasie wracam do serii o Harrym Hole. "Pentagram" obrazuje upadek norweskiego komisarza, który przez sprawę śmierci współpracującej z nim policjantki, popada w coraz gorszy alkoholizm, naraża się w pracy i zaniedbuje życie uczuciowe. Skutkuje to tym, że zostaje całkiem sam ze swoimi problemami. I robi to na swoje własne życzenie. Nie umiałam mu współczuć. Stał się dla mnie postacią odpychającą, wpisującą się w stereotypowy wizerunek policjanta w kryminałach, który nie może rozwiązać sprawy, bez zaglądania do kieliszka. Choć w te "lepsze dni" nie można odmówić mu skuteczności.

Program pierwszego roku nauki w szkole policyjnej. Mądrość przekazywana jako rada, by niepotrzebnie nie drażnić przestraszonych ludzi. Harry już dawno stwierdził, że więcej pożytku przyniesie mu zachowanie w przeciwny sposób. Trzeba ich drażnić. Ludzie w złości często mówią rzeczy, których nie myślą, a raczej których nie zamierzają powiedzieć.

Znacznie lepiej czytało mi się fragmenty poświęcone sprawie zabójstw. Z jednej strony były bardzo typowe dla tego typu literatury, z drugiej mieszanie różnych przestrzeni czasowych, ułatwia umieszczenie w fabule kilku zwrotów akcji. Niby nie ma tutaj niczego szczególnie odkrywczego, ale miałam ochotę poznać zakończenie tej historii. I się nie zawiodłam. Przyznam się, że pierwsze strony męczyłam, ale wraz z rozwojem akcji czytało mi się coraz szybciej i łatwiej.

Jak każdy człowiek teatru wiem, że najważniejsza jest iluzja. Kłamstwo musi przedstawiać się tak prawdziwie, że prawda wydaje się nieprawdopodobna. Być może wydaje się to trudne, ale w moim zawodzie prędko można się przekonać, że to z reguły łatwiejsze niż rzecz odwrotna. Ludzie są bardziej przyzwyczajeni do kłamstwa niż do prawdy.

Polecam! Z każdą kolejną stroną powieść zyskiwała w moich oczach. Fani skandynawskich kryminałów nie powinni czuć się rozczarowani. A co do serii?  Z pewnością jeszcze po nią sięgnę.

piątek, 5 czerwca 2020

Katarzyna Bonda – „Florystka”

Opis:

Hubert Meyer, #3

Hubert Meyer popełnił błąd w profilu i porzucił pracę w policji. Stary przyjaciel prosi go o pomoc w przesłuchaniu młodej kobiety, w związku z zaginięciem jej 9-letniej córki. Policjanci próbują łączyć tę sprawę z bestialskim zabójstwem 11-letniego Amadeusza, którego matka jest szanowaną w mieście florystką. Okazuje się, że była ona ostatnią osobą, która widziała Zosię żywą.

Florystka początkowo pomaga w poszukiwaniach, ale gdy ciało dziecka odnajduje się na tym samym cmentarzu, gdzie pochowano Amadeusza, staje się główną podejrzaną.

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

„Florystka” Katarzyny Bondy to trzecia i ostatnia część serii o profilerze Hubercie Meyerze. W tym przypadku podchodziłam do niej z pewną rezerwą, ponieważ pierwsza część mi się podobała, ale druga pozostawiła po sobie niedosyt. Florystka lokuje się gdzieś pośrodku. Zaintrygowała mnie i pozwoliła przyjemnie spędzić czas, choć były elementy tej historii, które z mojej perspektywy wydawały się zbędne. Niemniej główny wątek oceniam na plus.

Hubert przeżył w swojej pracy niemało śmierci. Wiele osób musiał informować o tym, że ich bliscy nie żyją, ale odejście jego własnych rodziców wstrząsnęło nim. Nie był w stanie na niczym się skupić, nie mógł pracować. Nie widział sensu w niczym. Zobaczył swoje życie jak w stłuczonym zwierciadle, porównał je z idealnym – jak je postrzegał – małżeństwem rodziców i doszedł do wniosku, że on wszystkie swoje szanse zmarnował. Pierwszy raz też poczuł się nieskończenie samotny. Miał wrażenie, że do tej pory tylko się bawił: w policjanta, ojca, męża. Był jak wyrośnięty, rozbrykany chłopiec igrający z życiem, które nieuchronnie mijało. Momentalnie dojrzał.

Od czasu, kiedy czytałam poprzednią część, minęły ponad trzy lata. Przez ten okres główny bohater – Hubert Meyer – stał się dla mnie czystą kartą. Z tego powodu wszelkie winy z poprzednich tomów, jeśli takie były, zostały mu automatycznie wybaczone. We Florystce Meyer pokazuje nam swoje dwa oblicza. Z jednej strony człowieka staczającego się na swoje własne życzenie, z drugiej profesjonalistę, który zna się na swoim fachu.

– Nadal chcesz być profilerką? – spytał. – Straszniejsze niż widok zwłok jest to, co zbrodnia robi z żywymi. Umarli mają już spokój – odparła na jednym oddechu.

Sprawy komplikują się, kiedy Meyer przy rozwiązywaniu zagadki zaginięcia dziewięcioletniej Zosi, zostaje zmuszony do pracy z drugim, aspirującym profilerem, w dodatku kobietą, z którą kiedyś łączyły go bardziej zażyłe relacje. Główny bohater jest przyzwyczajony, że pracuje sam. Jak się jednak okazuje, wiele prawdy jest w powiedzeniu, że co dwie głowy to nie jedna. Sytuacja udowadnia, że do niektórych faktów łatwiej dojść kobiecie niż mężczyźnie. Zwłaszcza jeśli sprawa dotyczy tak delikatnego tematu, jak zaginięcie dziecka.

– Ile pani ma lat? – zapytała Lenę, ale widać nie oczekiwała odpowiedzi, bo mówiła dalej: – Trzydzieści? Pewnie nawet nie. – Dwadzieścia dziewięć. – A ja czterdzieści osiem – odparowała. – To nie matematyka. To życie. Widziałam wiele nieszczęśliwych kobiet na granicy załamania nerwowego, które odzyskują blask na twarzach pod wpływem zwykłego zakochania. Pięknieją, chudną, osiągają sukcesy, rzucają nałogi, po prostu zmieniają się. Gwałtownie. I nie ma w tym nic złego. Chwała im za to. Miłość to lekarstwo na wszystko. Na raka, depresję, otyłość.

Polecam! Katarzyna Bonda za sprawą „Florystki” sprawiła, że serię o Hubercie Meyerze będę wspominać naprawdę dobrze. Fabuła mnie zainteresowała, a różnorodni bohaterowie posiadali swoje własne historie, które zebrane ze sobą tworzyły spójną całość.

piątek, 1 maja 2020

Jakub Ćwiek – „Grimm City. Bestie”


Opis:

Grimm City, #2


Czasami jedynym wyjściem jest opowieść…

Nagła śmierć głowy jednej z rodzin mafijnych oznacza zerwanie paktu. Grimm City grozi wojna totalna. W obliczu tych wydarzeń i bodaj najważniejszego procesu sądowego w historii miasta nawet pojmanie krążącego po ulicach psychopaty zwanego Drwalem wydaje się kwestią drugorzędną. Pech chce, że to właśnie ta sprawa przypada inspektorowi Evansowi… i że przyjdzie mu ją dzielić z samozwańczym stróżem prawa z ubogich dzielnic po drugiej stronie mostu – Emethem Braddockiem, byłym bokserem, Bestią.

Druga wizyta w Grimm City to wciąż smoliście czarny kryminał, tym razem doprawiony elementami sądowego dramatu, gdzie zło osiada na człowieku wbrew jego woli, niczym tłuste krople deszczu. Nade wszystko jednak to opowieść o mieście innym niż wszystkie. A może takim samym?

Moja ocena: Bardzo dobra (****)


Po raz drugi odwiedziłam miasto Grimm, które zwykły człowiek dla własnego dobra powinien omijać szerokim łukiem. Tak jak w przypadku poprzedniego tomu, okładka mnie oczarowała, doskonale podkreślając posępną atmosferę. Klimatyczne rysunki dodały powieści charakteru. Syciły oczy i uzupełniły mroczne noir.
Tak, w mieście, w którym przestępcę w majestacie prawa żegna się jak króla, słowo „powołanie” mogło znaczyć wszystko. Nawet coś dobrego.
Chociaż przedstawiony świat namalowany jest w czerni i bieli, dominującym kolorem jest po prostu szary. Okazuje się bowiem, że w Grimm nic nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. W mieście opanowanym przez mafijne familie, które dla miasta robią tyle złego, co dobrego, przede wszystkim trochę inaczej postrzega się prawo. Sprawiedliwość zaś zależy od punktu widzenia. Czujemy się trochę jak na Dzikim Zachodzie, gdzie mamy szeryfa – figuranta, a wszelkie konflikty i tak rozwiązywane są za jego plecami podczas pojedynków na opuszczonych ulicach.
Wtedy pomyślała, że gdyby nie sny i przebudzenia, byłoby łatwiej. Bo najgorsze, gdy toniesz, są te krótkie momenty na nabranie oddechu. Małe strzępki nadziei.
Dzielił ich stół. A to, zważywszy na posturę byłego boksera, znaczyło, że w zasadzie nie dzieliło ich nic.
Czytaniu Bestii towarzyszy atmosfera oczekiwania. Wraz z bohaterami wyczuwamy tę kumulującą się ciszę przed burzą. Burzą, która tylko czeka, żeby zmieść to miasto na dobre. Mieszkańcy starają się nie wychylać, nie stawać na drodze szykującej się mafijnej wojnie. I choć z każdą kolejną stroną dowiadujemy się coraz więcej, część wątków się wyjaśnia, inne zostają w zawieszeniu, a zakończenie na niektóre nie daje klarownych odpowiedzi. Czyżby furtka dla kolejnego tomu?
– (…) Czy pani wierzy, że opowieść może coś zmienić?
– Pyta pan o opowieść czy o prawdę?
– O opowieść prawdziwą. (…)
– Nie ma czegoś takiego, panie Braddock – stwierdziła. Gdyby było, ludzie nie potrzebowaliby dziennikarzy, pisarzy, poetów, nade wszystko zaś nie potrzebowaliby religii. Nikt nie mówi prawdy, panie Braddock. Wszyscy snujemy opowieści. Prawda natomiast się dzieje.
Zdecydowanie polecam! Choć „Bestia” podobała mi się trochę mniej niż „Wilk”, i tak jest to całkiem dobry kawałek literatury. Przede wszystkim doceniam atmosferę, która przypomina to, co znamy z Gotham czy Sin City. I to samo w sobie jest dla mnie najlepszą rekomendacją.

środa, 29 stycznia 2020

Jørn Lier Horst - „Poza sezonem”


Opis:

William Wisting, # 7

Komisarz William Wisting widział niejedną groteskową śmierć, ale desperacja, z jaką tej jesieni spotyka się w Stavern, jest dla niego zaskoczeniem. Jakby sprawca nie miał nic do stracenia. Dlatego nie jest zbytnio zachwycony, kiedy jego córka Line wprowadza się do drewnianego domku u ujścia fiordu. Jego niepokój wzrasta, kiedy policja odkrywa wśród szkierów kolejne zmasakrowane ciała, a z nieba spadają martwe wróble.


Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Przez brak śniegu w moich okolicach, wybrałam się w literacką podróż do miejsca, gdzie zazwyczaj jest go pod dostatkiem. Zimna Norwegia wydawała się do tego idealna. Za sprawą „Poza sezonem” Jørn Lier Horsta poczułam nie tylko ten chłodny klimat, ale również dreszczyk emocji. Nie ma tutaj mowy o senności i odpoczynku. Od pierwszych stron powieści zostajemy wrzuceni w wartką akcję, fabuła z każdym kolejnym wątkiem robi się bardziej zawiła i pojawia się coraz więcej znaków zapytania. Na szczęście wszystko zostaje nam logicznie wyjaśnione. Zakończenie zaś, choć częściowo przewidywalne, dobrze spina ze sobą całość historii.
Wiesz, jaki świat byłby nudny, gdybyśmy wiedzieli, co jest nam pisane? Życie stałoby się nieznośnie przewidywalne. Wiara, nadzieja i marzenia nie byłyby nic warte.
Serię Horsta czytam w kratkę. Z jednej strony miała na to wpływ kolejność wydawania poszczególnych części, z drugiej mój dostęp do wydań elektronicznych, które często kupuję na ebookowych wyprzedażach. Mimo wszystko nie przeszkadza mi to w odbiorze. Być może przez fakt, że między kolejnymi częściami potrafię robić naprawdę spore przerwy. Za każdym razem podchodzę do historii i głównych bohaterów ze świeżym spojrzeniem, zapominając grzeszki popełnione przez nich w innych książkach.
- Co to znaczy udane życie? - spytał.
- Nie istnieje jedna odpowiedź na to pytanie - odparła. - Ludzie są różni, mają inne marzenia i inną wizję szczęścia. Dla większości udane życie oznacza pieniądze i dobrobyt, a dla mnie realizację marzeń.
- Co cię powstrzymuje?
- To trudna decyzja. Nie wiem, czy odważę się pójść tą drogą.
„Poza sezonem” zapewniło mi przyjemną rozrywkę.  Dynamiczna akcja sprawia, że książkę czyta się szybko. I choć zdarzały się fragmenty, których z różnych powodów nie mogłam przetrawić, cała lektura pozostawiła po sobie pozytywne wrażenie. Uzupełniła bateryjki w dziale kryminał... Przynajmniej do kolejnego razu.

Polecam!

czwartek, 15 sierpnia 2019

Stephen King – „Outsider”

 

Opis:


Bestialska zbrodnia. Śledztwo pełne znaków zapytania. Stephen King, znajdujący się w szczególnie owocnym okresie twórczości, przedstawia jedną ze swoich najbardziej niepokojących i wciągających opowieści.


W parku miejskim znalezione zostaje zmasakrowane ciało jedenastoletniego chłopca. Naoczni świadkowie i odciski palców nie pozostawiają wątpliwości: sprawcą zbrodni jest jeden z najbardziej lubianych obywateli Flint City. To Terry Maitland, trener drużyn młodzieżowych, nauczyciel angielskiego, mąż i ojciec dwóch córek. Detektyw Ralph Anderson, którego syna Maitland kiedyś trenował, nakazuje przeprowadzić natychmiastowe aresztowanie w świetle jupiterów. Maitland ma wprawdzie alibi, ale Anderson i prokurator okręgowy wkrótce zdobywają kolejny niezbity dowód: ślady DNA. Sprawa wydaje się oczywista.

Kiedy w toku śledztwa zaczynają wychodzić na jaw przerażające szczegóły, porywająca opowieść Kinga wchodzi na wyższe obroty, napięcie narasta, aż staje się niemal nie do zniesienia. Terry Maitland na pozór jest miłym człowiekiem, ale czy ma drugie oblicze? Odpowiedź szokuje – tak jak szokować potrafi tylko Stephen King.



Moja ocena: Bardzo dobra (****)


Lubię twórczość Stephena Kinga. I mimo że często psioczę i narzekam na pewne elementy jego powieści, jest to jeden z niewielu autorów, do których tak często wracam. Jego książki od zawsze kojarzą mi się z dobrą rozrywką, gęsią skórką i/lub ciarkami na plecach. Bo Kinga czyta się dla tajemnic. Dla mrocznych zagadek. I ożywających koszmarów.
Tragedia, jak odra, świnka czy różyczka, jest zaraźliwa. Tym, co ją odróżnia od tych chorób, jest brak szczepionki.
Dlatego Outsider wydaje się na początku wręcz spokojny. Akcja rozwija się powoli, a czytelnik buduje sobie fabułę z fragmentów układanki. W tym przypadku nie jest to trudne. King umyślnie podaje nam wszystko na tacy. I właśnie dlatego czułam, że jest coś nie tak. Że wszystko zbyt idealnie się układa i prędzej czy później zostaniemy oszukani.
Niesamowite, jak łatwo, będąc w trzewiach ziemi, uwierzyć w coś, co przedtem wydawało się nie tylko niemożliwe, ale wręcz śmiechu warte.
Zdecydowanie polecam! Fabuła wbiła mnie w fotel. Przy okazji „Outsidera” Stephen King eksponuje różne ludzkie wady, a jego bohaterowie mają wiele z nas samych. Dlatego z jednej strony jest ciekawie, z drugiej zmusza do przemyśleń.

środa, 10 lipca 2019

Harlan Coben – „Krótka piłka”

Opis:

Myron Bolitar, #2

Mecz US Open zostaje przerwany przez odgłos strzału.

Ofiarą okazuje się zabita przed stadionem dwudziestoczteroletnia tenisistka, Valerie Simpson. Sześć lat wcześniej zapowiadała się na gwiazdę, jednak nieoczekiwane załamanie nerwowe położyło kres jej karierze. Valerie zamierzała jednak wrócić do sportu, a jako swojego agenta zaangażować właśnie Myrona Bolitara.

W przerwanym meczu brał udział klient Myrona, Duane Richwood, świetnie rokujący młody, ciemnoskóry debiutant. Chociaż kiedy padał strzał, cały stadion widział go walczącego na korcie, to właśnie Duane stał się podejrzanym numer 1.

Myron nie ma wyjścia – aby ocalić karierę i dobre imię swojego klienta, musi działać szybko. Razem ze zblazowanym przyjacielem, Winem, będzie musiał połączyć kawałki układanki, które pokierują ich do ekskluzywnego klubu, w którym pewnej letniej nocy popełnione zostało morderstwo…

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Świat wielkiego sportu jest idealnym miejscem do osadzenia fabuły kryminału. Mamy w nim wielkie pieniądze, sławę i zawiść. Wiele motywów i potencjalnych podejrzanych. Wystarczy dodać tylko coś zaskakującego, od siebie i już mamy przepis na ciekawą książkę. Mam wrażenie, że o dziwo, mało jest książek wykorzystujących ten temat (lub przynajmniej żadna nie wpadła dotąd w moje ręce).
Nie można zadowolić wszystkich, więc trzeba zadowolić siebie.
„Krótka piłka” zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Szybko przeniosłam się do przedstawionego świata i wczułam w rolę obserwatora gwiazd tenisa, chociaż prawdę mówiąc, ten sport nigdy mnie specjalnie nie kręcił. W ramach powieści było to jednak coś nowego i intrygującego. Zwłaszcza gdy towarzyszymy bohaterom, którym daleko do ideału.
- Zawsze ten sam stary Myron, co? Nigdy się nie zmienisz. Dziwię się, że jeszcze nikt cię nie skasował.
- Nie tak łatwo mnie zabić.
- Może i nie.
- A ponadto jestem świetnym tancerzem. Nikt nie lubi zabijać świetnego tancerza. Tak niewielu nas pozostało.
Jak dla mnie postacie wykreowane przez Cobena, mają w sobie to „coś”. Albo się ich kocha, albo nienawidzi. Kibicuje im lub wręcz przeciwnie. Przez to fabuła wydała mi się bardziej wiarygodna. Myron jest niejednoznaczny, o cierpkim poczuciu humoru i kąśliwej ironii, z pewnym kompleksem „spaczonego” bohatera, który nie umie odpuścić i po trupach dochodzi do sprawiedliwości, chociaż wiąże się to ze skrzywdzeniem wszystkich wokół. Na DKK specjalnie wybraliśmy książkę o tematyce sportowej i tak padło po prostu na „Krótką piłkę”, ale żałuję, że nie znam oblicza Myrona z pierwszej części.

Książka mi się podobała, choć w wielu miejscach była na swój sposób przewidywalna i czuło się, że pewne elementy układanki zbyt gładko wskakują w swoje miejsca. Mimo to świetnie się bawiłam przy czytaniu, każda kolejna strona wciągała mnie coraz bardziej, a humor rozładowywał atmosferę.

Zdecydowanie polecam!

sobota, 8 czerwca 2019

Dot Hutchison – “Krwawe róże”



Opis:

Kolekcjoner, #2

Cztery miesiące po eksplozji w Ogrodzie, w którym przetrzymywano młode kobiety nazywane Motylami, agenci FBI Brandon Eddison, Victor Hanoverian i Mercedes Ramirez nadal próbują uporać się z konsekwencjami zdarzeń, pomagając ofiarom przystosować się do życia na zewnątrz.
Niestety wkrótce agenci odnajdują w którymś z kościołów na terenie kraju ciało młodej kobiety z poderżniętym gardłem, otoczone naręczem kwiatów.

Priya Sravasti, której siostra padła ofiarą seryjnego zabójcy, co kilka miesięcy zmienia wraz z matką miejsce zamieszkania, za każdym razem licząc na nowy początek. Kiedy jednak staje się celem szaleńca, śledztwo agentów nabiera nowego tempa. Mordercę będzie można schwytać tylko z pomocą dziewczyny.

By zamknąć tragiczny rozdział ze swojej przeszłości, Priya będzie musiała zaryzykować własnym życiem.

 

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Landon zajmuje miejsce kilka stolików dalej ze sfatygowaną, pozbawioną okładki książką w miękkiej oprawie. Możliwe, że to ta sama, którą czytał miesiąc temu albo inna potraktowana w podobny sposób. Mam wrodzony brak zaufania wobec ludzi źle traktujących swoje książki.
Oj mało książek przeczytanych w tym roku, oj mało. Czy to już podpada pod ich złe traktowanie? :) Dlatego muszę raz na jakiś czas robić akcję nadrabianie. W przypadku „Krwawych róż” to podarunków świątecznych. Kiedy dostałam tę książkę, pierwsze co przykuło moją uwagę, to okładka, która jest utrzymana w stylu innych thrillerów/kryminałów, co w tym przypadku nie jest zarzutem.
– Siedzisz tutaj przy takiej pogodzie? – pyta mama z niedowierzaniem. – Przecież nawet nie lubisz się ubierać.
– Pidżama to też ubranie.
– Na wyjście z domu?
– Nie, ale tu nie chodzi o ubranie, tu chodzi o ludzi.
– Oj, moja mała antyspołeczna córeczko.
– Nie jestem antyspołeczna, jestem antygłupia.
– Jedno i to samo.
– Jak to możliwe, że pracujesz w zasobach ludzkich?
– Dobrze kłamię.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że „Krwawe róże” to druga część serii. Dowiedziałam się o tym, czytając książkę, bo dało się wyczuć, że Hutchison na każdym kroku odwołuje się do tomu pierwszego. Co ciekawe wcale nie przeszkadzało mi to w odbiorze. Te elementy układanki nie były tak dominujące, a róże w sumie pokierowano w trochę innym kierunku.
Szkolił mnie Victor Hanoverian. Byliśmy partnerami do czasu, aż dostałem własną ekipę, a on zaczął pracować z Eddisonem i Ramirez. Wiele razy widziałem, jak w niebezpiecznych sytuacjach musiał odpowiedzieć ogniem i nawet powieka mu nie drgnęła. Więc fakt, że codziennie przysyła mi e-maila z pytaniem, czy mamy jakieś nowe informacje, sprawia, że się martwię. Bo jeśli on jest podenerwowany, to ja już robię w gacie.
W przypadku tej książki z pewnością trzeba zwrócić uwagę na bardzo barwnych bohaterów, którzy dają się lubić (bądź nie). Taka ilość silnych postaci potrafi czasem przytłoczyć, ale jest przez to znacznie ciekawiej. Duży plus dałabym również za fabułę, bardzo przemyślaną i dopracowaną. W żadnym momencie nie poczułam, że coś się nie klei, a rozwiązania, mimo że nie są specjalnie odkrywcze, nie zostały potraktowane po macoszemu.
Eddison się próbuje jej uspokoić, nie powtarza, że już wszystko dobrze, nie mówi, że jest teraz bezpieczna. Nauczył się w życiu, że bezpieczeństwo to bardzo ulotna i relatywna rzecz.
Zdecydowanie polecam! Choć w moim przypadku nie jest to thriller, który wbiłby mnie w fotel i spowodował gęsią skórkę. Być może przeczytałam za dużo cięższych książek, żeby mnie przerazić. Zostałam jednak zaintrygowana.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...