Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thriller. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 lipca 2021

Camilla Läckberg – „Syrenka”

Opis:

Szósta część rewelacyjnej sagi o Fjällbace!

We Fjällbace w tajemniczych okolicznościach ginie mężczyzna. Cztery miesiące później przypadkowy spacerowicz natrafia na jego zwłoki w skutym lodem jeziorze. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy znajomy zmarłego, pisarz Christian Thydell, zaczyna dostawać anonimowe pogróżki. Zaniepokojony zwierza się Erice Falck, a ona pokazuje jeden z listów Patrikowi. Patrik jest przekonany, że Christianowi grozi niebezpieczeństwo. Ktoś szczerze go nienawidzi i nie zawaha się spełnić groźby. Kiedy znalezione zostają zwłoki kolejnego mężczyzny, policja doszukuje się wspólnego wątku, a trop prowadzi w przeszłość…

Saga kryminalna Camilli Läckberg osiągnęła światowy sukces czytelniczy. To nie tylko mroczne thrillery, ale również doskonałe powieści obyczajowe, znakomicie oddające klimat współczesnej szwedzkiej prowincji. Od lat zajmują czołowe miejsca na europejskich listach bestsellerów. Książki Läckberg przetłumaczono na ponad 35 języków. Jesienią 2011 roku rozpoczęły się zdjęcia do międzynarodowej produkcji filmowej „Morderstwa we Fjällbace”, osnutej na kanwie jej powieści.

https://www.czarnaowca.pl/kategorie/bez_kategorii/syrenka,p1181049681

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Ciepła pogoda, powrót po macierzyńskim do pracy i ogólny zastój czytelniczy sprawiły, że czytanie idzie mi wolno. Wpisy będą się pojawiać, choć rzadziej i dość nieregularnie. Mam nadzieję, że szybko wrócę na normalne tory i chociaż raz w tygodniu uda mi się coś na bloga wrzucić. A teraz nadrabiam wpis dotyczący książki Camilli Läcberg pt. „Syrenka”.

Człowiek nigdy nie wie wszystkiego o drugim człowieku. Nawet o tym ukochanym, z którym żyje na co dzień.

Co ciekawe, fabuła w zarysie była mi znajoma, ponieważ dawno temu oglądałam filmy na podstawie książek tej autorki. Na szczęście zapomniałam szczegółów, więc czytając, odkrywałam tę historię na nowo. I nie żałuję. Książka mnie zainteresowała. Co ważne, nie czułam się przytłoczona faktem, że czytam serię nie po kolei. Pewnie wnikliwi czytelnicy tej serii znajdą dla siebie liczne smaczki, jednak brak znajomości poprzednich części nie odbiera przyjemności z czytania.

Sprawiał wrażenie, jakby był nieobecny duchem. Nawet w towarzystwie nie dawał do siebie dostępu. Jakby tkwił w szklanej bańce. Paradoksalnie przyciągało to ludzi do niego. Człowiek zawsze pożąda niemożliwego.

Syrenka ma to, co lubimy w literaturze skandynawskiej. Specyficzną atmosferę i aurę tajemnicy. Dodatkowo z każdą kolejną stroną przedstawione wydarzenia coraz bardziej wciągają czytelnika. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Były elementy, które nieco mnie irytowały, były też takie, które pozytywnie mnie zaskoczyły. Summa summarum ogólny odbiór tego tomu był bardzo dobry. Czy sięgnę po poprzednie części? Raczej nie, ale jest to związane z brakiem czasu, a nie chęci.

Polecam!

środa, 21 października 2020

Paula Hawkins – „Zapisane w wodzie”


Opis:

Autorka Dziewczyny z pociągu powraca z thrillerem, na który czeka cały świat!

Ta powieść dojrzewała we mnie od dłuższego czasu.

Jest coś nieodpartego w historiach, które sobie opowiadamy, w tym, jak świadomie lub nieświadomie można ukryć głosy i prawdy, zmyć wspomnienia i pogrążyć je w niepamięci.

Paula Hawkins

SEKRETY, KTÓRE MOGĄ POCIĄGNĄĆ CIĘ NA DNO

Kilka dni przed śmiercią Nel Abbott dzwoni do swojej siostry.

Jules nie odbiera, ignorując jej prośbę o pomoc.

Nel umiera. Mieszkańcy miasteczka mówią, że „skoczyła”. A Jules musi wrócić do miejsca, z którego kiedyś uciekła – miała nadzieję, że na dobre – aby zaopiekować się swoją piętnastoletnią siostrzenicą.

Julia się boi. Tak bardzo się boi. Dawno pogrzebanych wspomnień, starego młyna, świadomości, że Nel nigdy by tego nie zrobiła.

Ale najbardziej boi się wody i zakola rzeki, które miejscowi nazywają Topieliskiem.

W tym samym dynamicznym stylu i z tym samym dogłębnym zrozumieniem kierujących człowiekiem instynktów, które pochłonęło miliony czytelników jej debiutanckiej powieści, Paula Hawkins przedstawia nowy, porywający thriller, w którego tle czają się historie z przeszłości oraz siła, z jaką potrafią one zniszczyć nam życie.

„Alec, obudź się. Obudź się! Nel Abbott nie żyje. Znaleźli ją w wodzie. Skoczyła”.

„Julio, to ja. Musisz oddzwonić. Oddzwoń. Proszę. To ważne. Oddzwoń, jak tylko będziesz mogła, dobrze? Chcę… To ważne”.

https://www.swiatksiazki.pl/zapisane-w-wodzie-6346391-ksiazka.html

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Mimo że „Dziewczyna z pociągu” autorstwa Hawkins mnie nie porwała, zdecydowałam się na przeczytanie jej kolejnej książki. Dziewczyna była w mojej ocenie zbyt przereklamowana. Za to „Zapisane w wodzie”, które otrzymałam jakiś czas temu jako darmowy e-book w akcji Paczkomatów, zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Początkowo wydawało mi się, że będzie tak samo, jak w przypadku poprzedniej części, lecz z każdą kolejną stroną było coraz lepiej. Lektura nie od razu mnie do siebie przekonała. Krótkie historie, elementy układanki, przypominały puzzle na tysiąc elementów lub więcej. Na początku ich ilość przytłacza, ale stopniowo jest coraz łatwiej, gdy z luźnych kawałków wyłania się większy obraz. Dzieje się tak, ponieważ powieść podzielono na bardzo krótkie kawałki przedstawione z perspektywy wielu różnych bohaterów.

Wszyscy byli zakłopotani. Zanim rozdarto jej życie, nie zdawała sobie sprawy, jak niezręczny jest smutek, jak niewygodny dla tych, z którymi pogrążony w żałobie się styka. Początkowo się go rozumie, akceptuje i szanuje. Ale potem smutek zaczyna przeszkadzać – w rozmowie, śmiechu, w normalnym życiu.

Jedynym stałym elementem jest rzeka, która jest głównym motywem. Wokół niej rozgrywa się akcja. I podobnie jak bohaterowie nie jesteśmy w stanie od niej uciec. Woda, którą w wielu przypadkach uznajemy za życiodajną, w tym przypadku ukazuje swoje bardziej niebezpieczne i nieprzewidywalne oblicze. Prawda jest jednak taka, że największe zło i związane z nim niebezpieczeństwo pochodzi od człowieka. Zarówno jako bezpośrednie zagrożenie, jak i bierność czy zaniechanie. Atmosfera miasteczka i zachowanie poszczególnych postaci sprawia, że wydaje się, jakby wszyscy mieli tutaj coś na sumieniu.

Choć „Zapisane w wodzie sklasyfikowano jako thriller, nie poczułam, żeby dreszcz przechodził mi po plecach. Niemniej czytając, bawiłam się bardzo dobrze. Polecam!

piątek, 1 maja 2020

Jakub Ćwiek – „Grimm City. Bestie”


Opis:

Grimm City, #2


Czasami jedynym wyjściem jest opowieść…

Nagła śmierć głowy jednej z rodzin mafijnych oznacza zerwanie paktu. Grimm City grozi wojna totalna. W obliczu tych wydarzeń i bodaj najważniejszego procesu sądowego w historii miasta nawet pojmanie krążącego po ulicach psychopaty zwanego Drwalem wydaje się kwestią drugorzędną. Pech chce, że to właśnie ta sprawa przypada inspektorowi Evansowi… i że przyjdzie mu ją dzielić z samozwańczym stróżem prawa z ubogich dzielnic po drugiej stronie mostu – Emethem Braddockiem, byłym bokserem, Bestią.

Druga wizyta w Grimm City to wciąż smoliście czarny kryminał, tym razem doprawiony elementami sądowego dramatu, gdzie zło osiada na człowieku wbrew jego woli, niczym tłuste krople deszczu. Nade wszystko jednak to opowieść o mieście innym niż wszystkie. A może takim samym?

Moja ocena: Bardzo dobra (****)


Po raz drugi odwiedziłam miasto Grimm, które zwykły człowiek dla własnego dobra powinien omijać szerokim łukiem. Tak jak w przypadku poprzedniego tomu, okładka mnie oczarowała, doskonale podkreślając posępną atmosferę. Klimatyczne rysunki dodały powieści charakteru. Syciły oczy i uzupełniły mroczne noir.
Tak, w mieście, w którym przestępcę w majestacie prawa żegna się jak króla, słowo „powołanie” mogło znaczyć wszystko. Nawet coś dobrego.
Chociaż przedstawiony świat namalowany jest w czerni i bieli, dominującym kolorem jest po prostu szary. Okazuje się bowiem, że w Grimm nic nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. W mieście opanowanym przez mafijne familie, które dla miasta robią tyle złego, co dobrego, przede wszystkim trochę inaczej postrzega się prawo. Sprawiedliwość zaś zależy od punktu widzenia. Czujemy się trochę jak na Dzikim Zachodzie, gdzie mamy szeryfa – figuranta, a wszelkie konflikty i tak rozwiązywane są za jego plecami podczas pojedynków na opuszczonych ulicach.
Wtedy pomyślała, że gdyby nie sny i przebudzenia, byłoby łatwiej. Bo najgorsze, gdy toniesz, są te krótkie momenty na nabranie oddechu. Małe strzępki nadziei.
Dzielił ich stół. A to, zważywszy na posturę byłego boksera, znaczyło, że w zasadzie nie dzieliło ich nic.
Czytaniu Bestii towarzyszy atmosfera oczekiwania. Wraz z bohaterami wyczuwamy tę kumulującą się ciszę przed burzą. Burzą, która tylko czeka, żeby zmieść to miasto na dobre. Mieszkańcy starają się nie wychylać, nie stawać na drodze szykującej się mafijnej wojnie. I choć z każdą kolejną stroną dowiadujemy się coraz więcej, część wątków się wyjaśnia, inne zostają w zawieszeniu, a zakończenie na niektóre nie daje klarownych odpowiedzi. Czyżby furtka dla kolejnego tomu?
– (…) Czy pani wierzy, że opowieść może coś zmienić?
– Pyta pan o opowieść czy o prawdę?
– O opowieść prawdziwą. (…)
– Nie ma czegoś takiego, panie Braddock – stwierdziła. Gdyby było, ludzie nie potrzebowaliby dziennikarzy, pisarzy, poetów, nade wszystko zaś nie potrzebowaliby religii. Nikt nie mówi prawdy, panie Braddock. Wszyscy snujemy opowieści. Prawda natomiast się dzieje.
Zdecydowanie polecam! Choć „Bestia” podobała mi się trochę mniej niż „Wilk”, i tak jest to całkiem dobry kawałek literatury. Przede wszystkim doceniam atmosferę, która przypomina to, co znamy z Gotham czy Sin City. I to samo w sobie jest dla mnie najlepszą rekomendacją.

poniedziałek, 25 listopada 2019

Paul Tremblay – „Głowa pełna duchów

 

Opis:


Mrożący krew w żyłach thriller, który w genialny sposób łączy ze sobą rodzinną tragedię, psychologiczny suspens i odrobinę nowoczesnego horroru, przywodząc na myśl takie powieści jak Dom z liści Marka Z. Danielewskiego, Wpuść mnie Johna Ajvide Lindqvista czy Nawiedzony Shirley Jackson.

Spokojne dotąd życie Barretów, zwyczajnej rodziny mieszkającej na przedmieściach w Nowej Anglii, zostaje brutalnie zakłócone, gdy czternastoletnia córka, Marjorie, zaczyna zdradzać pierwsze symptomy schizofrenii.

Ku rozpaczy jej rodziców, lekarze nie są w stanie zatrzymać Marjorie przed popadnięciem w obłęd. Widząc jak ich przytulny dom stopniowo staje się piekłem, w końcu proszą o pomoc miejscowego księdza. Ojciec Wanderly zaleca przeprowadzenie egzorcyzmu; jego zdaniem nastolatka została opętana przez demona. Nawiązują także kontakt z firmą produkcyjną pragnącą sfilmować losy Barrettów. Za namową Johna, ojca Marjorie, który rok temu stracił pracę i nie jest w stanie spłacić rachunków za leczenie córki, rodzina zgadza się na współpracę z ekipą telewizyjną i wkrótce jej członkowie stają się gwiazdami programu „Opętanie”, przebojowego reality show. Kiedy w końcu wydarzenia w domu Barrettów doprowadzają do nieuchronnej tragedii, zarówno sam program, jak i uchwycone kamerami szokujące sceny przeradzają się w miejską legendę.

Piętnaście lat później bestsellerowa pisarka przeprowadza wywiad z młodszą siostrą Marjorie, Merry. Opowiadając o wydarzeniach z okresu, gdy miała ledwie osiem lat, budzi do życia dawno pogrzebane sekrety i bolesne wspomnienia, niepodobne do tego, co telewidzowie ujrzeli na ekranach.
Wywołująca zawrót głowy opowieść dotyka problemów pamięci i rzeczywistości, nauki i religii, starając się dotrzeć do samej natury zła.

„Głowa pełna duchów” otrzymała nagrodę Brama Stokera dla najlepszego horroru roku.

 

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)


„Głowa pełna duchów” to kolejna książka, po którą pewnie bym nie sięgnęła, gdyby nie Dyskusyjny Klub Książki. Chociaż książka bardzo mi się podobała, długo nie mogłam zebrać się do napisania o niej choć kilku słów. A powód wydaje się całkiem prosty: tę książkę można odebrać na tak wiele sposobów, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.
Po długich miesiącach, gdy wszystko kręciło się wokół Marjorie, cieszyłam się, że wreszcie w domu dzieje się coś, co ma związek ze mną. Marjorie wysysała z rodziców wszystkie oszczędności, a ja czułam się niekiedy, jakbym zgubiła się gdzieś, niczym zdjęcie, które odkleiło się z rodzinnego albumu.
Książka Tremblay'a napisana jest bardzo przystępnie i wbrew pozorom, potrafi się ją czytać bardzo szybko. Historia wiruje wokół ograniczonego grona bohaterów i rozgrywa się głównie w domu Barretów, mimo to główne postacie obrazują całkiem różne postawy i podejścia. Z każdą kolejną stroną czytelnik zostaje wciągnięty w fabułę, ale również zmuszony do przemyśleń. W pewnym momencie zaczyna się nawet zastanawiać, co jest prawdą, a co fałszem, i w którym momencie autor nas oszukuje. Ta niejednoznaczność jest atutem tej powieści.

Zdecydowanie polecam! „Głowa pełna duchów” jest pełna popkulturowych smaczków, które fani horrorów z pewnością dostrzegą.

czwartek, 15 sierpnia 2019

Stephen King – „Outsider”

 

Opis:


Bestialska zbrodnia. Śledztwo pełne znaków zapytania. Stephen King, znajdujący się w szczególnie owocnym okresie twórczości, przedstawia jedną ze swoich najbardziej niepokojących i wciągających opowieści.


W parku miejskim znalezione zostaje zmasakrowane ciało jedenastoletniego chłopca. Naoczni świadkowie i odciski palców nie pozostawiają wątpliwości: sprawcą zbrodni jest jeden z najbardziej lubianych obywateli Flint City. To Terry Maitland, trener drużyn młodzieżowych, nauczyciel angielskiego, mąż i ojciec dwóch córek. Detektyw Ralph Anderson, którego syna Maitland kiedyś trenował, nakazuje przeprowadzić natychmiastowe aresztowanie w świetle jupiterów. Maitland ma wprawdzie alibi, ale Anderson i prokurator okręgowy wkrótce zdobywają kolejny niezbity dowód: ślady DNA. Sprawa wydaje się oczywista.

Kiedy w toku śledztwa zaczynają wychodzić na jaw przerażające szczegóły, porywająca opowieść Kinga wchodzi na wyższe obroty, napięcie narasta, aż staje się niemal nie do zniesienia. Terry Maitland na pozór jest miłym człowiekiem, ale czy ma drugie oblicze? Odpowiedź szokuje – tak jak szokować potrafi tylko Stephen King.



Moja ocena: Bardzo dobra (****)


Lubię twórczość Stephena Kinga. I mimo że często psioczę i narzekam na pewne elementy jego powieści, jest to jeden z niewielu autorów, do których tak często wracam. Jego książki od zawsze kojarzą mi się z dobrą rozrywką, gęsią skórką i/lub ciarkami na plecach. Bo Kinga czyta się dla tajemnic. Dla mrocznych zagadek. I ożywających koszmarów.
Tragedia, jak odra, świnka czy różyczka, jest zaraźliwa. Tym, co ją odróżnia od tych chorób, jest brak szczepionki.
Dlatego Outsider wydaje się na początku wręcz spokojny. Akcja rozwija się powoli, a czytelnik buduje sobie fabułę z fragmentów układanki. W tym przypadku nie jest to trudne. King umyślnie podaje nam wszystko na tacy. I właśnie dlatego czułam, że jest coś nie tak. Że wszystko zbyt idealnie się układa i prędzej czy później zostaniemy oszukani.
Niesamowite, jak łatwo, będąc w trzewiach ziemi, uwierzyć w coś, co przedtem wydawało się nie tylko niemożliwe, ale wręcz śmiechu warte.
Zdecydowanie polecam! Fabuła wbiła mnie w fotel. Przy okazji „Outsidera” Stephen King eksponuje różne ludzkie wady, a jego bohaterowie mają wiele z nas samych. Dlatego z jednej strony jest ciekawie, z drugiej zmusza do przemyśleń.

sobota, 8 czerwca 2019

Dot Hutchison – “Krwawe róże”



Opis:

Kolekcjoner, #2

Cztery miesiące po eksplozji w Ogrodzie, w którym przetrzymywano młode kobiety nazywane Motylami, agenci FBI Brandon Eddison, Victor Hanoverian i Mercedes Ramirez nadal próbują uporać się z konsekwencjami zdarzeń, pomagając ofiarom przystosować się do życia na zewnątrz.
Niestety wkrótce agenci odnajdują w którymś z kościołów na terenie kraju ciało młodej kobiety z poderżniętym gardłem, otoczone naręczem kwiatów.

Priya Sravasti, której siostra padła ofiarą seryjnego zabójcy, co kilka miesięcy zmienia wraz z matką miejsce zamieszkania, za każdym razem licząc na nowy początek. Kiedy jednak staje się celem szaleńca, śledztwo agentów nabiera nowego tempa. Mordercę będzie można schwytać tylko z pomocą dziewczyny.

By zamknąć tragiczny rozdział ze swojej przeszłości, Priya będzie musiała zaryzykować własnym życiem.

 

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Landon zajmuje miejsce kilka stolików dalej ze sfatygowaną, pozbawioną okładki książką w miękkiej oprawie. Możliwe, że to ta sama, którą czytał miesiąc temu albo inna potraktowana w podobny sposób. Mam wrodzony brak zaufania wobec ludzi źle traktujących swoje książki.
Oj mało książek przeczytanych w tym roku, oj mało. Czy to już podpada pod ich złe traktowanie? :) Dlatego muszę raz na jakiś czas robić akcję nadrabianie. W przypadku „Krwawych róż” to podarunków świątecznych. Kiedy dostałam tę książkę, pierwsze co przykuło moją uwagę, to okładka, która jest utrzymana w stylu innych thrillerów/kryminałów, co w tym przypadku nie jest zarzutem.
– Siedzisz tutaj przy takiej pogodzie? – pyta mama z niedowierzaniem. – Przecież nawet nie lubisz się ubierać.
– Pidżama to też ubranie.
– Na wyjście z domu?
– Nie, ale tu nie chodzi o ubranie, tu chodzi o ludzi.
– Oj, moja mała antyspołeczna córeczko.
– Nie jestem antyspołeczna, jestem antygłupia.
– Jedno i to samo.
– Jak to możliwe, że pracujesz w zasobach ludzkich?
– Dobrze kłamię.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że „Krwawe róże” to druga część serii. Dowiedziałam się o tym, czytając książkę, bo dało się wyczuć, że Hutchison na każdym kroku odwołuje się do tomu pierwszego. Co ciekawe wcale nie przeszkadzało mi to w odbiorze. Te elementy układanki nie były tak dominujące, a róże w sumie pokierowano w trochę innym kierunku.
Szkolił mnie Victor Hanoverian. Byliśmy partnerami do czasu, aż dostałem własną ekipę, a on zaczął pracować z Eddisonem i Ramirez. Wiele razy widziałem, jak w niebezpiecznych sytuacjach musiał odpowiedzieć ogniem i nawet powieka mu nie drgnęła. Więc fakt, że codziennie przysyła mi e-maila z pytaniem, czy mamy jakieś nowe informacje, sprawia, że się martwię. Bo jeśli on jest podenerwowany, to ja już robię w gacie.
W przypadku tej książki z pewnością trzeba zwrócić uwagę na bardzo barwnych bohaterów, którzy dają się lubić (bądź nie). Taka ilość silnych postaci potrafi czasem przytłoczyć, ale jest przez to znacznie ciekawiej. Duży plus dałabym również za fabułę, bardzo przemyślaną i dopracowaną. W żadnym momencie nie poczułam, że coś się nie klei, a rozwiązania, mimo że nie są specjalnie odkrywcze, nie zostały potraktowane po macoszemu.
Eddison się próbuje jej uspokoić, nie powtarza, że już wszystko dobrze, nie mówi, że jest teraz bezpieczna. Nauczył się w życiu, że bezpieczeństwo to bardzo ulotna i relatywna rzecz.
Zdecydowanie polecam! Choć w moim przypadku nie jest to thriller, który wbiłby mnie w fotel i spowodował gęsią skórkę. Być może przeczytałam za dużo cięższych książek, żeby mnie przerazić. Zostałam jednak zaintrygowana.

środa, 3 kwietnia 2019

Pyun Hye-Young - "Dół"


Opis:


Dół to historia Ogiego, który pewnego dnia budzi się w szpitalu i dowiaduje się, że miał wypadek samochodowy, w którym nie tylko stracił żonę, ale także uszkodził kręgosłup. Jego jedyną opiekunką jest opłakująca śmierć córki teściowa. Samotne dni w łóżku stają się okazją do rozpamiętywania przeszłości. Ogi wspomina żonę i jej obsesyjną pielęgnację ogrodu, który stanowił dla niej ucieczkę od problemów. Teraz ogrodem zajmuje się teściowa, ale zamiast o niego dbać, wyrywa wszystkie rośliny i kopie dół.  Co kryje się za tym działaniem?

Dół to opowieść o relacjach międzyludzkich w najtrudniejszych momentach życiowych. O brutalnej samotności i izolacji od świata zewnętrznego. Odsłania psychikę postaci, ujawniając realia i fakty z przeszłości. Najbardziej imponująca jest złożoność i moralna równość każdego z bohaterów: czytelnik nigdy nie jest pewien, komu ufać i kogo się bać.

http://kwiatyorientu.com/ksiazki/dol/

Moja ocena: Bardzo dobra (****)


Z każdą kolejną przeczytaną książką dochodzę do wniosku, że życie pisze najlepsze scenariusze i samo w sobie potrafi być jednocześnie słodko-gorzkie. A czasem nawet dość przerażające. Powieść koreańskiej autorki doskonale wpisuje się w ten ton, ponieważ "Dół" pokazuje, jak w jednej chwili człowiek może stracić wszystko. Nie jest to nowy motyw, z pewnością znalazłoby się wiele innych powieści na ten temat, bo jest dość uniwersalny i sam w sobie trochę oklepany. Jednak nawet kotleta trzeba umieć odgrzać.
Zdaniem Oghiego nie było lepszego określenia niż stwierdzenie "w sam raz do popełniania wszelkich błędów". Czterdziestka była wiekiem dojrzałości do grzechu z dwóch podstawowych powodów: albo miało się zbyt dużo, albo niewystarczająco. Innymi słowy czterdziestka oznaczała, że łatwo robić złe rzeczy, bo ma się władzę, z gniewu czy z poczucia zapomnienia.
Jeśli szukacie literatury z dynamiczną akcją, to "Dół" nie jest dla Was. Powieść rozgrywa się powoli, mocno skupiając się na przeżyciach Oghiego - głównego bohatera. Książka jest napisana bardzo przystępnie, ale potrzebowałam czasu, żeby się nią delektować, pomyśleć nad opisanymi wydarzeniami i szerzej: o życiu.

Ten thriller psychologiczny dopada czytelnika powoli, atakując z ukrycia, kiedy coraz bardziej zaczynamy odczuwać niepokój podczas z pozoru zwykłych momentów. Opisane wydarzenia są racjonalne i wiarygodne, ale przez cały czas nie opuszczało mnie uczucie, że coś jest jednak bardzo nie tak. I chociaż nie mogłam tego uczucia wytłumaczyć, narastało do ostatnich stron. Zakończenie nie jest jednoznaczne. W tym miejscu sami możemy sobie dopowiedzieć dalszą część tej historii.
Dokładnie zobaczył wyraz jej twarzy, gdy usłyszała lekarza mówiącego, że prognoza jest pomyślna. Nigdy wcześniej jej takiej nie widział. Była przerażona i zaniepokojona. Jakby pytała samą siebie, czy to naprawdę ona pomogła Oghiemu wyzdrowieć, czy zięć, który przeżył, podczas gdy jej córka zmarła, naprawdę powinien dalej żyć, czy rzeczywiście dzięki niej jego stan nadal będzie się poprawiał. Miał wrażenie, że ten wyraz jej twarzy będzie widział częściej. Obawę, że Oghi może wyzdrowieć. Nadzieję, że się tak nie stanie.
W mojej ocenie "Dół" podkreśla tajemniczość i niejednoznaczność, którą często spotykałam w literaturze azjatyckiej. I nieważne, czy przedstawiane wydarzenia są bliższe realiom czy przypominają świat rodem ze snu, dynamizm akcji i fajerwerki ustępują powolnemu budowaniu napięcia. Nacisk położony jest raczej na wewnętrzne przeżycia bohaterów niż efekty specjalne czy opisy otoczenia.

Zdecydowanie polecam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...