Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantasy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 maja 2021

Leigh Bardugo – „Trylogia Grisha”

Opis:

Żołnierka. Przywoływaczka. Święta.
Osierocona i nikomu niepotrzebna Alina Starkov jest żołnierką, która wie, że może nie przeżyć swojej pierwszej wyprawy do Fałdy Cienia – połaci nienaturalnego mroku, na której wprost roi się od potworów. Kiedy jednak jej pułk zostaje zaatakowany, Alina wyzwala w sobie uśpioną dotąd magiczną moc, o której istnieniu nie miała pojęcia.

Następnie wkracza do ociekającego przepychem świata monarchów i dworskich intryg, rozpoczyna szkolenie wśród griszów, wojskowej elity swojego kraju, i daje się zauroczyć ich niesławnemu dowódcy, zwanemu Zmroczem. Zmrocz uważa, że Alina potrafi przywołać moc zdolną zniszczyć Fałdę Cienia i zjednoczyć rozdarty wojną kraj – w tym celu musi jednak zrozumieć i opanować swój nieokiełznany dar.

Królestwo znajduje się w coraz większym niebezpieczeństwie, a Alina poznaje tajemnice swojej przeszłości i dokonuje niebezpiecznego odkrycia, które może zagrozić nie tylko wszystkiemu, co kocha, lecz także przyszłości całego kraju.

http://mag.com.pl/cien-i-kosc/

http://mag.com.pl/oblezenie-i-nawalnica/

http://mag.com.pl/1400-2/

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Pod wpływem trailera serialu na podstawie książek Bardugo, postanowiłam sięgnąć po jej cykl, w myśl zasady, najpierw książka potem serial. I nie oszukujmy się, pewnie by mnie cykl o Griszy nie zainteresował, gdyby nie Ben Barnes pojawiający się w zwiastunie. No i przepadłam. Lektura wprost mnie wciągnęła i po chwili czytania, miałam już za sobą znaczną jej część. W warstwie tekstowej jest lekka i przyjemna (choć losy bohaterów wcale sielskie nie są). Nie wiem, co przyciągnęło mnie bardziej: kreacja bohaterów, fabuła czy inspiracja rosyjskim folklorem i Wschodem. Ostatnio rzadko udaje mi się przeczytać książkę w dwa dni, ale Cień i kość mnie oczarował. Z tego samego powodu postanowiłam przeczytać całą trylogię na raz, choć dawno nie czytałam serii książek w taki sposób. Tydzień wyjęty z życia, ale jestem o trzy książki do przodu.

(...) Cóż jest nieskończone? Wszechświat i ludzka chciwość".

Trylogia o Grishy ma wszystko, co lubię w fantastyce. Autorka ma bardzo lekkie pióro, więc przez fabułę się płynie. Barwni bohaterowie zaskakują nas na każdym kroku. Posiada dużo zwrotów akcji. Cięty humor i wymiany słów między postaciami, nie raz przywołały na mojej twarzy uśmiech. Przede wszystkim widać i czuć, że Leigh Bardugo miała pomysł na tę historię, przez co tchnęła życie w nowy świat. Skądinąd wzięłoby się określenie Grishaverse?

Polecam!

P.S. Po przeczytaniu w końcu mogłam obejrzeć serial i bardzo mi się podobał. Różnice między książką a serialem są widoczne, ale o dziwo nie przeszkadzało mi to. Mogę sobie tylko życzyć, by było więcej tak fajnych serii!

środa, 28 kwietnia 2021

M.J. Sunwell – „Solarne serce”

Opis:

Aleksander Sunway to analityk finansowy. Dostaje od pracodawcy trudne zadanie. Gdy się z niego wywiązuje, idzie na zasłużony urlop, który odmieni jego życie. Poznaje Sophie i wyrusza z nią w podróż. Wraz z poznanymi przyjaciółmi kobiety poszukuje pewnego artefaktu. Czym jest Solarne Serce i dlaczego tyle osób chce je zdobyć? Podróż pełna jest niebezpieczeństw i dziwnych zdarzeń. Kim jest tajemniczy Moonson i jakie prawdy o sobie odkryje Aleks? Jaką rolę w całej tej historii odgrywa Rada Jedenastu?

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

W tym miesiącu postanowiłam sięgnąć po pierwszą świeżynkę, czyli książkę wydaną w tym roku. Jest ona dla mnie o tyle szczególna, ponieważ to debiut literacki autora z mojej miejscowości. Od razu zastrzegam trzy nie: nie znam osobiście autora; nie dostałam książki do recenzji, tylko mąż kupił mi ją w lokalnej księgarni; i tekst NIE jest sponsorowany. Powodowała mną czysta czytelnicza ciekawość z nutą patriotyzmu lokalnego. Tym bardziej że fabuła książki wydawała się trafić w mój gust.

– A jeżeli będziesz musiał wybrać wyższe dobro?
– Nie wiem, co będzie wyższym dobrem, ale wybiorę to, co jest moją prawdziwą intencją, mojej istoty – odrzekł pewnie Aleks.

Choć okładka „Solarnego Serca” sugeruje prostą fantastykę dla młodzieży, w książce znajdziemy dużo rozważań na wiele tematów. Tym samym to literatura, która chce zaprosić czytelnika do refleksji, zajrzenia w głąb siebie i innego spojrzenia na otaczający świat. To ambitne podejście w tym gatunku. Dla mnie jak najbardziej na plus, choć jeśli ktoś szuka łatwej rozrywki, może uznać te fragmenty za przegadane.


Głównych bohaterów polubiłam i zdecydowanie im kibicowałam. Jedynie raziło mnie użycie zagranicznych nazwisk i stwierdzenie w tekście, że nie są typowo polskie. To oczywiste. W takich wypadkach wolę bardziej nieokreślone miejsce wydarzeń lub niewspominanie o narodowości postaci. Tym bardziej rzucało mi się to w oczy, kiedy pojawił się jakiś Kowalski. To trochę jak na tym memie z „Piratów z Karaibów”. Zagraniczne brzmi godniej. Ale to tylko moje odczucie. Nie zmienia faktu, że świetnie się bawiłam.

Polecam!

środa, 7 kwietnia 2021

Trudi Canavan – „Ostatnia z dzikich”

Opis:

Era Pięciorga, #2

Choć Auraya była architektem zwycięstwa Białych, pierwsze spotkanie z wojną wypełniło jej sny koszmarami. Spaceruje w nich po polach krwi, a polegli wstają, by rzucić jej w twarz oskarżenie: Ty nas zabiłaś. Ty. Wydaje się, że Auraya nie zazna spokoju, dopóki nie odejdą te koszmary. Niestety jedyny człowiek, któremu ufa i którego mogłaby prosić o pomoc, zniknął. Tkacz snów Leiard, wciąż usiłując jakoś uporządkować coraz wyraźniejsze wspomnienia dawno zmarłego Mirara, ucieka w góry w towarzystwie Emerahl, być może ostatniej z Dzikich. Choć sama nie jest tkaczem snów, Emerahl dysponuje wielką mocą i pomaga Leiardowi w zrozumieniu tej niezwykłej plątaniny pamięci. To, co odkryją, zmieni jego życie na zawsze. Daleko na południu Pentadrianie liżą rany i próbują wybrać nowego przywódcę. Wydaje się, że pokój musi jeszcze zaczekać.

https://galeriaksiazki.pl/pl/p/Ostatnia-z-Dzikich.-Ksiega-II-Trylogii-Era-Pieciorga-wyd.-2020/388

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Całą trylogię Ery Pięciorga kupiłam kiedyś po promocji w wersji kieszonkowej. Minimalizm takiego rozwiązania ma swoje plusy, ale ponad 600 str. książki pełnej małego druku i interlinii 1 potrafi zmęczyć. Jednak nie przeszkodziło mi to docenić tej rozbudowanej historii. Pierwszą część czytałam jakiś czas temu, więc potrzebowałam dobrej chwili, by na nowo poczuć wykreowany świat. Kiedy mi się to udało, znów uderzyłam mnie swego rodzaju swojskość w twórczości Trudi Canavan. Jak powrót do domu po długiej podróży.

Ludzie potrafią przekonać się do czegokolwiek, jeśli tylko chcą na kogoś zrzucić winę.

„Ostatnia z dzikich” skupia się na temacie boskości. Konflikt religijny między dwoma państwami wikła cały kontynent w walkę o wpływy. Pewne jest tylko jedno: ich bogowie są fałszywi lub przynajmniej słabsi od naszych. I jedni i drudzy dla swojej religii są w stanie zrobić wszystko i nie cofną się przed niczym. Niby fantastyka, ale temat poważny i nie musielibyśmy długo szukać, żeby znaleźć odniesienia do podobnych sytuacji.

Nie żałuj swojej przeszłości, powiedział Chaia. Wszystko, co robisz, uczy cię czegoś o świecie i o tobie. Do ciebie należy czerpanie mądrości z własnych błędów.

Mocną stroną powieści są główni bohaterowie, bardzo różnorodni i reprezentujący czasem skrajne perspektywy. Z tego powodu widzimy konflikt z różnych stron. Jak możemy się przekonać, każdy ma swoje racje i żadne nie są lepsze od innych. W końcu dla danej osoby jej własny światopogląd jest najważniejszy.

Twórczość Trudi Canavan chyba zawsze będę polecać. Za każdym razem bardzo łatwo trafia w mój gust i mam do niej sentyment. Z pewnością sięgnę po kolejny tom.

środa, 10 lutego 2021

Jakub Ćwiek – „Chłopcy 3. Zguba”

Opis:

Gdzie są moi Chłopcy?!”

Krótkie wakacje Dzwoneczka nieomal kończą się tragedią. Gdy wróżka budzi się po wielomiesięcznej śpiączce, odkrywa, że całe życie, jakie znała, to tylko twór podświadomości, a prawda jest… zupełnie inna. Jaką rolę w intrydze odgrywa Cień i sam Piotruś Pan? I gdzie podziali się Chłopcy? Za odpowiedzi na te pytania Dzwoneczek będzie musiała zapłacić wysoką cenę. O ile w ogóle zdąży je poznać…

Zguba to książka, przy której Czytelnik będzie miał poczucie, że opuścił stary, poczciwy lunapark i właśnie pędzi Skrótem na złamanie karku. Świat Chłopców 3 jest bezwzględny i brudny (tak jak bezwzględna i brudna bywa dorosłość), a jednocześnie niebywale pociągający. Najlepsza część bestsellerowego cyklu!

Moja ocena: Dobra (***)

Niektóre historie są tak rozpoznawalne, że nie trzeba ich przedstawiać. Piotruś Pan jest marką samą w sobie. Nawet jeśli ktoś nie poznał jego przygód, i tak wie, kim jest ta postać. Synonimem wiecznego dziecka, które nie chce dorosnąć. Jakub Ćwiek snuje przed czytelnikami powieść, w której Piotruś i Zagubieni Chłopcy fizycznie dorastają, choć mentalnie wciąż kryją w sobie coś z dzieci. I coś w tym jest. Każdy z nas ma w sobie taką malutką cząstkę, która nigdy się nie starzeje.

– Ja już to czytałem. Teraz złapałem coś na szybko, bo akurat wychodziliśmy.
– Aha. – Pokiwała głową z prawdziwym uznaniem, jakby czytanie tej samej książki więcej niż raz było zjawiskiem zarezerwowanym dla prawdziwej elity.

W tej części autor stawia przed swoją główną bohaterką – Dzwoneczkiem – nie lada orzech do zgryzienia. Dosłownie wywraca jej świat do góry nogami. Wszystko, w co wierzy była wróżka, jest podawane w wątpliwość. Najcięższą walkę musi stoczyć we własnej głowie, sama ze sobą, pokonując swoje słabości. Jak na postać żywcem wyjętą z bajki, jej życie wcale nie przypomina baśniowej sielanki.

Piotruś jest pewnie niewinny po dziś dzień. Po dziecięcemu niewinny, a to najgorszy rodzaj niewinności. Jesteś taki, bo zwyczajnie nie rozumiesz, że robisz coś złego. Możesz być okrutny, zawistny, egoistyczny, ale dopóki nie wiesz, co to zło, tak szczerze, głęboko w sercu nie wiesz, nadal jesteś niewinny. Taki właśnie jest Piotruś Pan. To najbardziej przerażająco niewinna osoba w tym i wszystkich światach.

Książka jest w porządku. Dobrze się bawiłam, choć poprzednie części podobały mi się bardziej. Coś dla fanów skór, motorów i ciętego humoru. Jestem ciekawa ostatniego tomu, więc za jakiś czas z pewnością po niego sięgnę. Przypominam, że cała seria to fantastyka dla dorosłych czytelników, opierająca się na dewizie „sex, drugs & rock'n'roll” i nie jest odpowiednia poniżej pewnego wieku.

Polecam!

środa, 13 stycznia 2021

Brandon Sanderson – „Stop prawa”

Opis:

Trzysta lat po wydarzeniach opisanych w trylogii „Zrodzonego z Mgły”, Scadrial unowocześnia się, koleje uzupełniają kanały, ulice i domy bogaczy oświetlają elektryczne lampy, a w niebo wznoszą się pierwsze drapacze chmur o żelaznej konstrukcji. Kelsier, Vin, Elend, Sazed, Spook i pozostali są teraz częścią historii – lub religii. Jednakże, choć nauka i technika wznoszą się na wyżyny, stara magia Allomancji i Feruchemii wciąż odgrywa rolę w odrodzonym świecie.

Na pograniczu zwanym Dziczą są podstawowymi narzędziami dzielnych mężczyzn i kobiet, którzy starają się zaprowadzić tam prawo i porządek. Jednym z nich jest Waxillium Ladrian, rzadki Podwójny, który dzięki Allomancji może Odpychać metale, a dzięki Feruchemii zmniejszać lub zwiększać swój ciężar. Po dwudziestu latach spędzonych w Dziczy, Wax został zmuszony przez rodzinną tragedię do powrotu do stolicy Elendel. Z dużą niechęcią musi odłożyć broń i przyjąć obowiązki przynależne głowie arystokratycznego rodu. W każdym razie tak mu się wydaje, do chwili, gdy boleśnie przekonuje się, że posiadłości i eleganckie ulice Miasta mogą kryć w sobie większe niebezpieczeństwa niż piaszczyste równiny Dziczy.

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Moja pierwsza książka w nowym roku. Weszłam w ten 2021 rok bardzo pozytywnie, ale, prawdę mówiąc, nie oczekiwałam niczego innego od twórczości Brandona Sandersona. Postawiłam na pewniaka. To jeden z tych pisarzy, do których lubię wracać. Jego styl bardzo mi odpowiada i nawet jeśli mam jakieś zastrzeżenia do poszczególnych książek, w ogólnym rozrachunku to zawsze przyjemnie spędzony czas. Dodatkowy plus za przyciągające oko, charakterystyczne okładki.

Lecz prawdziwie wielkim człowiekiem jest ten, kto umie odłożyć na bok sprawy ważne, by zająć się tymi niezbędnymi.

Kolejna część cyklu zabiera nas w literacką podróż wiele lat po wydarzeniach ukazanych w Zrodzonym z mgły. Świat dojrzał i przeistoczył się. Jeśli poprzednie trzy tomy można uznać za fantastyczny odpowiednik średniowiecza, tak „Stop prawa” rozpoczyna erę przemysłowego steam punku. Ta drobna różnica sprawia, że historia nabiera świeżości. Za akcję zaś odpowiadają sceny rodem z Dzikiego Zachodu: strzelaniny, wybuchy, ataki na pociągi. Naprawdę wiele się dzieje.

– (...) Studiuję prawo karne i behawiorystykę kryminalną.
– I to jest coś, czego należy się wstydzić? – spytał Waxillium. Popatrzył zdezorientowany na Wayne'a.
– Cóż, usłyszałam, że to mało kobiece. Ale poza tym... cóż, siedzę tu z wami... i... no wiecie... jesteście jednymi z najsławniejszych stróżów prawa na świecie i w ogóle…
– Zaufaj mi – odezwał się Waxillium. – Nie wiemy tak wiele, jak mogłoby ci się wydawać.
– Co innego, gdybyś studiowała błazenadę i idiotyzm – dodał Wayne. – W tej kwestii rzeczywiście jesteśmy ekspertami.

Podstawą wielu historii jest szeroko rozumiane poczucie obowiązku. Zazwyczaj relacje względem rodziny czy bliskich stawiane są wyżej niż dbanie o społeczność. Jest to jak najbardziej zrozumiałe. Jednak interesy bohatera, rodziny i społeczności często zasadniczo się od siebie różnią. Brandon Sanderson stawia przed swoim głównym bohaterem Waxilliumem twardy orzech to zgryzienia. Były stróż prawa musi zadbać o rodzinne interesy, które wymagają od niego samego wielu poświęceń: powrót do miasta, porzucenie dawnego zajęcia, wybieranie tego, co właściwe, a niekoniecznie dobre dla niego samego. W tym przypadku stawia on los innych ponad swoim własnym i ta szlachetność nie raz zostaje wykorzystana.

Przedstawione wydarzenia to nie tylko sceny akcji, to także dobrze skrojona intryga, która zostawia czytelnika z typowym cliffhangerem. W dodatku autor okrasił opowieść czarnym humorem, który nie raz Was rozbawi. Typowa dla powieści Sandersona jest kreacja interesujących bohaterów, z charakterem, którym możemy pokibicować. Przez to strony znikają w mgnieniu oka i pozostawiają niedosyt. Nic, tylko sięgnąć po kolejną część.

Polecam!

środa, 6 stycznia 2021

Madeline Miller – „Kirke”


Opis:

Matka – Wiedźma – Bogini – Kreatorka – Niszczycielka – Potwór – Kobieta – Wyrzutek

Kirke

Daj się jej oczarować.

Jeśli chcesz wiedzieć, kim jesteś, zawalcz o swoje miejsce na świecie.

Kirke długo nie wiedziała, kim jest. Urodziła się wśród bogów, lecz była dla nich zbyt mało potężna. Zbyt mało piękna. Zbyt mało okrutna. Wszyscy myśleli, że nie ma żadnej mocy. Lecz kiedy spotkała pierwszego śmiertelnika, stało się jasne, że drzemie w niej siła, która może zagrozić wszystkim bogom. A wtedy zaczęli się bać.

Kirke musiała zapłacić za ich strach. Odtrącona przez bogów i ludzi była zmuszona sobie radzić sama. Kolejne próby, przed którymi postawił ją los, przygotowywały ją do tej najważniejszej. Aby ochronić to, co kocha, Kirke będzie musiała zebrać wszystkie siły i zdecydować raz na zawsze, czy należy do bogów, z których się urodziła, czy do śmiertelników, których pokochała.

Moja ocena: Dobra (***)

Moja pierwsza recenzja w nowym roku, choć ta mitologiczna podróż była ostatnią, jaką odbyłam w roku 2020. Dawniej uwielbiałam mitologię grecką i rzymską. Z czasem to uwielbienie osłabło, ale wciąż z rozrzewnieniem wspominam te czasy. Za sprawą „Kirke” poznajemy nieco inne oblicze tytanów, bogów i śmiertelników. Świat nieśmiertelnych rządzi się własnymi prawami, ale wbrew pozorom nie różni się od ludzkiego. Wszelkie emocje są identyczne: od miłości do nienawiści.

– Pomogłeś śmiertelnym – wymamrotałam. – Dlatego cię ukarano.
– Tak.
– Powiesz mi, jacy oni są?
To było dziecinne pytanie, ale skinął głową z powagą.
– Na to nie ma jednej odpowiedzi. Każdy jest inny. Łączy ich jedynie śmierć. Znasz to słowo?
– Znam – powiedziałam. – Ale go nie rozumiem.

Książkę początkowo czytało mi się ciężko. Miał na to wpływ stylizowany język, miejscami bogaty, czasem trochę pompatyczny, ale dla mnie przyciężkawy w odbiorze. To nie znaczy, że lektura jest napisana źle, po prostu zmusiła mnie do większej uwagi, której w tamtej chwili nie mogłam jej poświęcić. Zupełnie subiektywny odbiór i odczucia. Gdy już potocznie mówiąc, wgryzłam się w opowieść, było znacznie lepiej.

Pozwólcie, że powiem, czym czarna magia nie jest: to nie boska moc, która przychodzi na zawołanie. To coś, co należy stworzyć, wypracować, zaplanować i odnaleźć, wykopać, wysuszyć, posiekać i utłuc, uwarzyć i odpowiednio wymieszać. Nawet po tym wszystkim może zawieść, w przeciwieństwie do bogów.

Tytułową czarodziejkę znamy głównie jako epizodyczną postać z historii o Odyseuszu. Madeline Miller rozszerza ten wątek i przedstawia jej losy także przed i po tych wydarzeniach. Historia Kirke uwypukla bezwzględność bogów, rzuca cień na przygody znanych bohaterów. Odziera ich ze świetności i zrzuca z piedestału. Można odnieść wrażenie, że autorka walczy z epopeją jako utworem literackim. Podważa sposób przedstawiania historii antycznej z charakterystycznym przeświadczeniem o słuszności wyborów i łaski panów z Olimpu dla słusznej sprawy, gdzie rola ludzi sprowadza się do bycia pionkiem w grze nieśmiertelnych. Dość luźno przytaczając słowa padające w książce, człowiek nieszczęśliwy bardziej powierza swój los w ręce bogów i składa im ofiary, niż kiedy jest szczęśliwy. Dlatego zsyłanie na niego nieszczęść bardziej im się opłaca.

Każdy kolejny wysiłek uczył mnie na pewno tego, że warto się wysilić.

Historię oceniam na dobrą. Zainteresowała mnie, choć nie wbiła w fotel. Miller postanowiła stworzyć kobiecą postać, dążącą do niezależności w bardzo zmaskulinizowanym świecie. Wygnanie zamiast być dotkliwą boską karą, staje się dla czarodziejki drogą do poznania samej siebie i otwiera przed nią nowe możliwości. To trochę inne spojrzenie na antycznych bohaterów od tego, które znamy. Lektura zdecydowanie warta uwagi.

Polecam!

środa, 4 listopada 2020

Bridget Collins – „Księgi Zapomnianych Żyć”

Opis:

Wyobraź sobie świat, w którym książki są zakazane, a ich czytanie jest uważane za zbrodnię.
Wyobraź sobie świat, w którym każde złe wspomnienie i nawet największa rozpacz mogą zostać całkowicie wymazane z pamięci.
Wyobraź sobie świat, w którym możesz ukryć każdą krzywdę i niegodziwość, jakich kiedykolwiek się dopuściłeś.
Te światy są ze sobą nierozerwalnie połączone. Wszystko przez Oprawców.

Emmet Farmer jest dobrym, pracowitym synem, który każdy dzień spędza na roli, pomagając rodzicom związać koniec z końcem. Wszystko się zmienia, gdy otrzymuje list z wezwaniem do odbycia praktyk w pracowni Seredith, kobiety zajmującej się tajemniczym procesem oprawiania książek. Emmet, który o księgach i Oprawcach wie niewiele, ale pamięta panującą wokół nich atmosferę strachu, tajemnicy i nieskrywanej pogardy, niechętnie rozpoczyna żmudną naukę w warsztacie. Pod czujnym okiem Oprawczyni poznaje sekrety gilotyny, czcionek i starego pergaminu. Być może właśnie wśród pachnących kurzem książek i skórzanych opraw odnajdzie prawdziwego siebie.
„Księgi zapomnianych żyć” to niesamowita historia o zakazanej miłości, lojalności, przyjaźni i wielkiej, magicznej mocy książek.

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Co jakiś czas lubię sięgać po książki o książkach. Dla mnie to kategoria sama w sobie. A jeśli dodatkowo mają cudowne okładki to czytelniczy must-read. Przyznam, to nieładnie oceniać książkę po okładce. Jednak niektóre tak przyciągają oko, że trudno o nich zapomnieć. Tak było w przypadku „Ksiąg Zapomnianych Żyć”.

Nie umiałem ubrać tego w słowa: szybkiej zmiany tematu, kiedy ktoś wspominał o książkach, grymasu niesmaku na dźwięk słowa, wyrazu ich twarzy...

Wkraczamy do świata, w którym czytanie wiąże się z poznawaniem drugiej osoby i to w najdogłębniejszy sposób. Tamtejsze książki są bowiem spisanymi wspomnieniami. Biografiami, o których chce się zapomnieć. Traumatyczne przeżycia lub chęć zarobienia pieniędzy zmuszają ludzi do skorzystania z oferty oprawiaczy. Ci stali się więc lekarzami duszy lub jej sprzedawcami, a niekiedy i jedno i drugie. W końcu wiedza to władza.

Co było gorsze? Nic nie czuć czy rozpaczać po czymś, czego już się nie pamiętało? Kiedy zapominałeś, zapominałeś też o smutku, bo inaczej po co to wszystko? A jednak to odrętwienie odebrałoby ci część ciebie, zupełnie jakby część duszy była zdrętwiała…

Podczas czytania przyszedł mi na myśl „Fahrenheit 451” Raya Bradbury'ego. W obu przypadkach książki to symbol czegoś niebezpiecznego i zakazanego. Budzą lek, przerażenie... ale i nienawiść. Dlatego większość chciałaby, żeby po prostu zniknęły. Towarzysząca tworzeniu książek utrata pamięci zainteresowanych, nadaje oprawianiu niemal mistyczny charakter, przez co na wioskach praca oprawiaczy uznana jest za jakąś magię.

Powieści, tak o nich mówią. Pewnie taniej je wyprodukować. Możesz je kopiować. Używasz wciąż tej samej historii i jeśli jesteś ostrożny, uchodzi ci to na sucho. Zastanawia mnie, kto je pisze. Pewnie ludzie, których bawi wyobrażanie sobie nieszczęść. Ludzie, którzy za nic mają szczerość. Ludzie, którzy całymi dniami mogą pisać jedno długie smutne kłamstwo i nie oszaleją. – Stukał paznokciem w karafkę, punktując swoje słowa. – Mój ojciec to oczywiście koneser. Twierdzi, że od razu by wiedział, że patrzy na powieść. Mówi, że prawdziwa, autentyczna książka niesie ze sobą niepodrabialny powiew… on to nazywa „życiem” albo „prawdą”. Mnie się wydaje, że chodzi mu o rozpacz.

„Księgi zapomnianych żyć” to lektura interesująca. I nie chodzi tylko o wybrany temat. Podczas poznawania historii bohaterów czujemy niepewność. Nie wiadomo, kto i w jakim stopniu stracił swoje wspomnienia, jak ich to zmieniło i czy odczuwają ten brak. Przez to analogicznie możemy zacząć się zastanawiać, kim my sami byśmy byli, gdybyśmy stracili część naszej pamięci. Czy w tych samych sytuacjach postąpilibyśmy podobnie, czy w zupełnie inny sposób? To również lekcja o ulotności i nigdy nie możemy być wszystkiego pewni.

Zdecydowanie polecam!

środa, 28 października 2020

Elżbieta Cherezińska – „Królowa”

Opis:

Nigdy nie wiesz, kto się za ciebie modli.

Narodził się Knut. Trzecie dziecko Świętosławy, jedyne, które w chwili przyjścia na świat okrzyknięto „synem królowej”. Coraz więcej graczy przestawia piony tej historii. Bolesław w sekrecie przed siostrą swata Tyrę z Tryggvasonem, jarl Sigvald, powtarzając: „jomswikingowie nie wtrącają się w sprawy królów”, sam zaczyna w nich mieszać. Sven pielęgnuje swą niechęć do Olava, „drugiego wodza”. Tyra znika.

Tak kończy się Harda. Teraz nadchodzi czas Królowej. Nowi gracze i nowy wymiar tej historii. Od Roskilde do krainy zórz polarnych. Od Poznania przez Merseburg do Budziszyna, przez wszystkie wielkie wojny Bolesława. Od Pragi po Kijów. Od Gniezna przez tajemniczy Kałdus. I do Anglii, bo przecież nie jest tajemnicą, kim stanie się „syn królowej”…

https://sklep.zysk.com.pl/krolowa.html

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Harda, #2

„Królowa” opowiada dalsze losy córki Mieszka I – Świętosławy. Podobnie jak w przypadku poprzedniej części, mocną stroną powieści jest wartka akcja, interesujący bohaterowie, intrygi i dodatkowo jako wisienka na torcie, jedna z największych bitew morskich z udziałem wikingów. Muszę przyznać, kolejny raz zostałam oczarowana. Historia podana w taki sposób pobudza wyobraźnię i zachęca do dalszych poszukiwań. Elżbieta Cherezińska łącząc prawdę historyczną i fikcję, stworzyła lekturę, która zostaje w pamięci bardziej niż nie jeden podręcznik. I w tym dostrzegam atut tej książki, rozwija wiedzę, chociaż niesie ze sobą niebezpieczeństwo – wszystko podane jest tak płynnie, że może być ciężko oddzielić jedno od drugiego. Nie zdziwiłabym się, gdyby na jakiejś kartkówce, ktoś przytoczył fragmenty książki.

– Kobiety władców dzielą się na żony i nałożnice. Żony zaś mogą być rodzicielkami dzieci lub królowymi. Jedne i drugie ozdobią swe czoła i piersi klejnotami. Lecz królowe zawsze noszą w sercu ciernie.

Dyplomacja. Sztuka takiego mówienia „nie”, aby odsunięty usłyszał „tak”. Uczył się tej gry, ale wciąż nie był pewien, czy chce w nią grać.

Postać Świętosławy uosabia wszystkie kobiety i ich wewnętrzną siłę, którą musiały kierować się, jeśli chciały liczyć na wzięcie losu we własne ręce. Najpierw podporządkowane ojcu, później mężowi, pewną swobodę uzyskiwały dopiero jako wdowy. Jednak królowe poza rządzeniem musiały odnaleźć się jeszcze w roli żon i matek. W serii o Hardej znajdziemy wiele interesujących postaci. Oczywiście główne skrzypce grają tu kobiety, ale zostały otoczone rzeszą mężczyzn. Każdej bohaterce i każdemu bohaterowi tej książki poświęcono choć chwilę, co bardzo rozbudowuje powieść. Jak dla mnie kolejny atut.

– Nie ma smoka, to nas nie zeżre – sapał z tyłu Zarad. – Jest smok, będą i skarby i nas zeżre. To po co nam skarby, jak? … Trupa złotem nie przystroisz.

Serię o córce Mieszka z pewnością będę polecać zarówno fanom historii Polski, jak i fanom fantastyki. Wydaje mi się, że jedni i drudzy powinni się dobrze bawić – ci pierwsi, szukając prawdziwe wydarzenia i postaci, ci drudzy za wizję Walhalli, mistycyzm i cuda.

czwartek, 20 sierpnia 2020

Aneta Jadowska – „Bogowie muszą być szaleni”

Seria o Dorze Wilk - Heksalogia o wiedźmie, #2

Współpracuj albo zginą wszyscy, na których ci zależy…

Gdy upiorna bogini nawiedza ją w snach i wciąga w koszmarną rozgrywkę, Dora Wilk już rozumie, co oznacza gra o wszystko. Próbując pogodzić wilki, wampiry i magicznych, by nie dopuścić do apokalipsy, odkrywa, jak bardzo skopane jest jej drzewo genealogiczne i jej własna przeszłość. Wiedźma nie ma chwili wytchnienia.

A to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Czy tym razem Dora, Miron i Joshua pójdą na dno?

https://www.wsqn.pl/ksiazki/bogowie-musza-byc-szaleni/

Moja ocena: Dobra (***)

Heksalogia o wiedźmie to kolejna seria, do której wracam po latach. Rozpoczęłam ją za sprawą lokalnej biblioteki i przygotowanego przez nią Fantastycznego Tygodnia Bibliotek. Jednym z punktów tego tygodnia było spotkanie autorskie z Anetą Jadowską. Wyznaję zasadę, że na takie spotkania chodzę, gdy przeczytam choć jedną książkę danego autora i tak zaczęła się moja przygoda z Dorą Wilk.

Hoka hej, jak powiedzieliby przodkowie Witkacego, dziś jest dobry dzień na umieranie. Ale ja nie zamierzałam umierać. Zamierzałam przetrwać, walczyć, zwyciężyć.

Mam pewną słabość do tej serii. Nie wiem, czy bardziej chodzi o Toruń (Thorn) jako miejsce akcji, czy o kąśliwy humor, czy może o grafiki zamieszczone w książce. Od razu uwagę przykuwają bohaterowie i nie tylko chodzi tutaj o Dorę. Pomijam aspekty romantyczne, sceny łóżkowe i bijący po oczach trójkąt. To taka książka, która udowadnia, że fantastyka nie jest tylko dla dzieci.

Jest w tobie dość miłości by ogrzać cały świat, i dość gniewu, by cały świat zniszczyć (...).

Fabuła drugiej części ma dwa główne wątki i szczerze Wam powiem, że o jeden za dużo. Czułam przesyt. Jeśli dodamy do tego fakt, że Dora jest bohaterką idealną – awanturnicą, której wszystko uchodzi na sucho, w dodatku nabuzowaną hormonami i mocą, po pewnym czasie możemy mieć jej już serdecznie dość. I choć historia jest pełna akcji i czarnego humoru, ma się wrażenie, że głównym bohaterom idzie za łatwo.

Intuicja podpowiada mi, że jakoś z tego wybrnę. Dotąd jakoś spadałam na cztery łapy. W najgorszym wypadku – na cztery litery.

Polecam jako lekką lekturę, jeśli choć trochę lubicie fantasy i/lub historie, które wywołują rumieńce u tych bardziej pruderyjnych.

czwartek, 13 sierpnia 2020

Elżbieta Cherezińska – „Wojenna Korona”

 Opis:

„Wojenna korona” – czwarty tom bestsellerowego cyklu „Odrodzone Królestwo”

Dokonało się. Na skroniach Władysława Łokietka spoczęła królewska korona. Ale wrogowie króla rosną w siłę. Jan Luksemburski wygrywa straszliwą bitwę pod Mühldorf i wyrasta na ważnego europejskiego gracza. Krzyżackie intrygi sprawiają, że wyrok papieski jest nie do wykonania. Władysław zaczyna pojmować, iż żadna dyplomacja nie pozwoli mu odzyskać Pomorza. Wchodzi w sojusz, który nikomu w Europie nie przyszedłby do głowy. Zaskakuje wrogów i wkracza na wojenną ścieżkę, by dokonać zemsty za królobójstwo sprzed trzydziestu lat. Nie ma jednak pojęcia, że na życie jego jedynego syna czyha nieznany wróg. Następca tronu jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a na królestwo polskie rusza potężna armia Jana Luksemburskiego.

https://sklep.zysk.com.pl/wojenna-korona-opr-miekka.html

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Tajemnicą dla mnie pozostanie, jak autorce udało się przekonać mnie do okresu w historii, który na lekcjach był najnudniejszy. Jak możecie się domyślić, w szkole temat rozbicia dzielnicowego nie był moim ulubionym. Jednak muszę przyznać, że seria Elżbiety Cherezińskiej wykorzystała potencjał tego specyficznego okresu historycznego. Tym samym udowodniła, że Polak potrafi i na swoim podwórku potrafi mieć własną grę o tron.

Nigdy nie żywię urazy do dawnych wrogów. Gniew zostawiam dla tych, którzy nadejdą.

Czwarta część kontynuuje wszystkie ważne wątki tej historii. Nasi ulubieni bohaterowie (ci historyczni i ci wymyśleni) powracają w kolejnej odsłonie. I choć każdy dobry pomysł można zepsuć, nie dotyczy to Wojennej Korony i poprzednich części. Autorka bawiąc się historią, zapewnia nam literacką rozrywkę na wysokim poziomie.

– Dyplomacja to najciekawsza ze sztuk, królu Janie. W poezji trzeba ściśle trzymać się rymów i miar, w malarstwie ukazywać sceny zgodnie z utartym wyobrażeniem, aby każdy, kto obejrzy malowidło, wiedział, kto jest Lancelotem, kto Arturem, a kto Panią z Jeziora. W fechtunku zemści się każdy nieuważny ruch. A w dyplomacji? Tyle możliwości, ilu graczy.

Polecam!

wtorek, 5 maja 2020

Trudi Canavan – „Klątwa Kreatorów” (Przedpremierowo)

 

Opis:


Prawo Milenium, #4


Trudi Canavan, autorka światowych bestsellerów, powraca z ostatnią częścią cyklu „Prawo Milenium”, będącego jej najbardziej przejmującą i ekscytującą przygodą.

Rielle jest teraz Kreatorem i przywraca światom magię. Straciła już rachubę światów, które polecono jej ocalić.

Tyen porzucił dawną tożsamość. Nie jest już szpiegiem, lecz szkoli nowych magów i stara się znaleźć sposób na zwalczenie problemu urządzeń bojowych rozprzestrzeniających się w kolejnych światach.

Kiedy jednak dawny wróg przynosi wieści o czymś znacznie gorszym niż martwe światy i groźni magowie – o zagrożeniu, jakiemu żaden ze światów nie musiał jeszcze stawić czoła – Rielle i Tyen muszą połączyć siły, jeżeli chcą mieć jakąkolwiek szansę na ocalenie ludzkości.

 

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)


Trudi Canavan jest jedną z tych autorek, które dawno temu wkradły się do mojego czytelniczego życia. Przede wszystkim doceniam jej zdolność do swobodnego tworzenia historii i obracania się w ramach fantastyki, w której wydaje się, opowiedziano już wszystko. I choć w przypadku Canavan na wiele jestem w stanie przymknąć oko, mam także wobec jej twórczości o wiele wyższe oczekiwania. Kiedy więc zaproponowano mi przeczytanie i zrecenzowanie „Klątwy Kreatorów”, nie wahałam się zbyt długo. Wiedziałam, że prędzej czy później po nią sięgnę.
Dobrze, że odmówiłaś. Możliwe, że choć, jak twierdzisz, ma szlachetne intencje, rzeczywiście stałabyś się bronią w jego rękach. Nie możesz być kreatorem, jeżeli jednocześnie będziesz niszczyć światy.
Prawo Milenium jest serią, która próbuje oddać to, co w fantastyce wydaje się najlepsze: łączy fantasy i sci-fi w jedno. Zaciera między nimi granice. Choć może zagorzałym fanom jednego lub drugiego nurtu, ten pomysł nie przypadnie zbytnio do gustu, to połączenie dało Canavan o wiele więcej możliwości, niż kurczowe trzymanie się ram „kanonu”. W dodatku potrafiła to bardzo dobrze wykorzystać. Choć muszę przyznać, że z każdą kolejną książką w tym cyklu autorka wydawała się tracić impet. Jakby pomysł się wypalił. Przy niektórych fragmentach drugiej i trzeciej części naprawdę się męczyłam, byłam przytłoczona akcją lub postaciami, by potem zostać zaskoczona bardzo pozytywnie. Dlatego do kolejnego tomu podeszłam z pewną rezerwą, choć jak się okazało niepotrzebnie.
– Miłość nigdy nie jest grzechem, jeśli nikt z jej powodu nie cierpi – oświadczyła. – Może być potężna, dlatego potężni się jej obawiają. Może być wykorzystana do niewłaściwych celów, więc ostrożni jej nie cenią. Jest jednak drogocenna jak woda i równie łatwo zlekceważyć jej wartość.
„Klątwa Kreatorów” zaczyna się z wysokiego C. Autorka wykorzystuje wszystkie swoje atuty: łatwość w kreowaniu światów, tworzenie charyzmatycznych i nietuzinkowych bohaterów czy przystępny język. W tym tomie Prawa Milenium wyciąga dodatkowo asa z rękawa, jakim jest wspomniane przeze mnie połączenie fantasy i magii z sci-fi w postaci maszyn. Były w tej serii przez cały czas, niby nic się w tym przypadku nie zmieniło, do momentu aż Canavan nie postanowiła ich ze sobą zderzyć. Od pierwszych stron wiele się dzieje, a z rozwojem fabuły przedstawiona historia wydaje się cały czas przyspieszać i nie traci tempa nawet przy zwrotach akcji. Jednak wynik tego zderzenia poznacie przy czytaniu.
To ich dom – odparł Dahli. – Często bezpieczniej jest wrócić do domu i do znajomych niebezpieczeństw, niż jako obca osoba szukać pomocy w nieznanym kraju lub świecie. Być może nie wrócili tu z własnej woli.
Lubię książki, które pod płaszczykiem fantastyki, potrafią przemycić bardzo wiele motywów czy problemów natury etycznej i moralnej, które zmuszają bohaterów do podejmowania trudnych wyborów (a czytelnika do zgodzenia się z nimi lub nie). W takim przypadku „magia” to nie tylko jakieś zaklęcia w nieznanym języku. To moc, władza, niekiedy pieniądze, czasem miłość. A ludzie, w zależności od sytuacji, ich mniej lub bardziej pragną i pożądają. I wybierają różne drogi, żeby je osiągnąć. Posuwają się do czynów szlachetnych lub nikczemnych. Te postawy widzimy w pojedynczych postaciach lub całych grupach, często zakorzenionych głęboko w postaci uprzedzeń i stereotypów. Przez to wykreowane światy żyją własnym życiem, a my stajemy się ich gośćmi.
Odważny jest ten, kto postanawia coś zrobić, mimo że się boi, a nie kiedy się nie boi.
Zdecydowanie polecam! „Klątwa Kreatorów” wciągnęła mnie od pierwszej strony i trzymała w napięciu do ostatniej. Dostajemy tutaj wszystko, za co jako czytelnicy mogliśmy polubić Prawo Milenium. A może nawet więcej. I choć to dobry czas na zakończenie tej historii, trochę żal się rozstawać.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję

Wydawnictwu Galeria Książki

sobota, 25 kwietnia 2020

Cassandra Clare, Sarah Rees Brennan, Maureen Johnson – „Kroniki Bane’a”


Opis:


Najnowsza książka Cassandry Clare ze świata Nocnych Łowców.

Zbiór opowiadań jak nigdy przedtem przybliża wielbicielom „Darów Anioła” i „Diabelskich Maszyn” postać czarownika Magnusa Bane’a, którego uwodzicielska osobowość, ekstrawagancki styl i cięty dowcip oczarowały fanów bestsellerowych cykli.

https://www.mag-sklep.pl/pl/p/KRONIKI-BANEA/264

 

Moja ocena: Bardzo dobra (****)


Niedawno mogliście przeczytać moje wynurzenia o stosiku wstydu i składających się na niego seriach (>>>tutaj<<<). „Kroniki Bane’a” to jedna z pierwszych prób dokończenia cyklu i w sumie najłatwiejsza. Kroniki to nic innego jak zbiór opowiadań, które ukazywały się jedne po drugich. Seria, którą wtedy rozpoczęłam, dziś jest po prostu zamknięta w jednym tomie. Przeczytane. Odhaczone.
– Iść z tobą? Do Pandemonium? W pustkę?! A ja sądziłem, że zaproszenie na letnie wakacje w New Jersey było najgorszym, jakie kiedykolwiek dostałem.
Przygody ekscentrycznego czarodzieja są miłym dodatkiem do Świata Nocnych Łowców. Z pewnością rozbawią niejednego czytelnika. Są w nich ukryte różne wątki jak tolerancja, chęć przynależności, rozważania nad upływem czasu itp. I choć sam Bane wydaje się często niepoważny, ot taki charyzmatyczny lekkoduch, którego się akceptuje mimo jego specyficzności, większość z tych historii zawiera ukryty morał.
Miłość nie wszystko przetrzymywała. Miłość czasami ustawała. Wszystko mogło zostać odebrane, miłość mogła być ostatnim, co pozostało, a później i ona mogła zostać odebrana. Magnus wiedział jednak, że miłość bywała ostatnią nadzieją i gwiazdą wskazującą kurs. Światło, które zgasło, kiedyś jednak świeciło.
Niestety bez znajomości którejś z serii Cassandry Clare, nie odczuje się w pełni, kim tak naprawdę jest Magnus. I choć opowiadania można czytać jako oddzielne części, bez szerszego kontekstu stają się tylko mniej lub bardziej zabawnymi historyjkami. A szkoda, bo ta postać odgrywa znaczącą rolę w świecie wykreowanym przez amerykańską autorkę.
– Traktuj swoich klientów z szacunkiem i oprócz magii zapewniaj im też wysoką jakość obsługi. Nieuprzejmość zachowaj dla przyjaciół. A skoro już o tym mowa, nie widziałem cię w tym stuleciu i muszę powiedzieć, że wyglądasz gorzej niż zwykle.
Polecam! Choć głównie jako uzupełnienie „Diabelskich maszyn” i/lub „Darów Anioła”. Fani tych serii z pewnością znajdą w tych opowieściach wiele smaczków. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by przeczytali je inni.

wtorek, 21 kwietnia 2020

Martyna Raduchowska – „Fałszywy pieśniarz”


Opis:

Szamanka od umarlaków, #3


Bezpośrednia kontynuacja Szamanki od umarlaków i Demona Luster.

Ekipa śledcza Wydziału Opętań i Nawiedzeń wkracza do ogrodu Kusiciela, aby odkryć ostatni element układanki. Ekshumacja zwłok nieznanego mężczyzny daje początek serii tragicznych wydarzeń. We Wrocławiu dochodzi do przerażających samobójstw, mroczna przeszłość Kruchego powraca, by upomnieć się o jego duszę, Ida zaś przekonuje się, że dar szamanki od umarlaków w niepowołanych rękach grozi katastrofą, a życzenia potrafią być niebezpieczne szczególnie wtedy, gdy się spełniają…

https://www.gwfoksal.pl/falszywy-piesniarz-martyna-raduchowska-sku5aff6693f7d9c86d4edf.html

 

Moja ocena: Dobra (***)


Pamiętając, z jaką przyjemnością czytałam poprzednie dwa tomy Szamanki od umarlaków, wiedziałam, że prędzej czy później sięgnę po kolejną część. Już na pierwszy rzut oka historia wydaje się bardziej mroczna i tajemnicza niż była. Nieco tłumi czarny, wisielczy humor, który był nieodłącznym elementem tej serii. Nie znaczy, że nie ma go wcale, ale zrobiło się „poważniej”. I między innymi z tego powodu czytało mi się ten tom inaczej.
– Trochę węglowodanów i od razu poczujesz się lepiej (…). Wiem, co mówię, przeprowadzam regularne eksperymenty na własnym organizmie. Mam dwóch braci i cztery siostry, a to mnie matka uważa za zakałę rodzi…
– Jestem jedynaczką – przerwała mu Ida nieco oschlej, niż zamierzała.
– Yhym… (…) No cóż, nie zazdroszczę. W moim przypadku presja wygórowanych oczekiwań rozłożyła się przynajmniej na siedem głów, a co siedem, to, wiadomo, nie jedna. Wolę sobie nawet nie wyobrażać, co by było, gdybym miał ją znosić solo...
Chciałam poznać zakończenie tej historii. Nie zraziłam się pierwszymi mieszanymi odczuciami i przerzucałam kolejne strony. Tak mniej więcej od połowy, powieść porwała mnie jak dawniej. Od tego momentu czytało mi się znacznie lepiej i szybciej. Bardziej kibicowałam również głównym bohaterom. I choć nie wybuchałam głośno śmiechem jak kiedyś, skupiłam się na innych aspektach tej historii.
– (…) Wolę mieć cię na oku i osobiście dopilnować żebyś nie narobiła głupstw. Jeśli trafisz do kwatery głównej, to znając twoje destrukcyjne skłonności, rozpieprzysz nam system od środka i nie będzie czego zbierać.
– Ha. Ha. Bardzo śmieszne.
– Ja wcale nie żartowałam.
– Pięćdziesiąt procent szans to jednocześnie bardzo mało i bardzo dużo.
Akcję „Fałszywego pieśniarza” oraz postawę głównej bohaterki Idy, można podsumować jednym, acz trafnym stwierdzeniem – uważaj, czego sobie życzysz, bo możesz to dostać. I jak to w życiu. Nie znasz dnia ani godziny, często otrzymujesz coś z całą dobrocią inwentarza, w zupełnie inny sposób niż sobie to wyobrażasz. Świat Idy staje na głowie, a jej zamierzenia i plany robią zwrot o 180 stopni. W pewien sposób jej postać jest odzwierciedleniem każdego z nas. Zalicza wzloty i upadki, ma gorszy dzień, często traci wiarę w siebie. Popełnia błędy. Dlatego tym bardziej jej kibicujemy.
– Ja też jako wybryk natury od najmłodszych lat byłam intruzem we własnym domu (…). I potem rozpaczliwie pragnęłam gdzieś należeć, komuś się przypodobać na tyle, by uznał mnie za swoją. Trochę to trwało, ale z czasem zrozumiałam, że wciskając się na siłę w cudze ramy, sama siebie traktuję jak wyrzutka, który nigdzie nie pasuje.
Polecam! Historia mi się podobała, choć jak wspomniałam, czułam niedosyt tego specyficznego humoru, za który tak polubiłam tę serię. Zakończenie też pozostawiało trochę do życzenia. Niemniej wszystkie ważne wątki zostały dopowiedziane, a wszystkie trzy części złożyły się na interesującą całość.


niedziela, 8 marca 2020

Stefan Grabiński – „Ogrojec baśni”


Opis:


Choć Grabiński znany jest najbardziej z opowiadań grozy korzystających z symboli nowoczesności i industrializacji takich jak kolej, napisał również kilka zupełnie odmiennych, baśniowych tekstów. Opowiadania te opatrzone były podtytułem "Z Ogrojca baśni". Autor planował zebrać je w formie książkowej, jednak nie stało się tak za jego życia. Zbiór zawiera sześć opowiadań: "Pani z Białego Kasztelu", "Król Nenufar", "Cud Żywii", "Za rychło", "Sad umarłych" i "Ciuciubabka".

 

Moja ocena: Dobra (***)


Tym razem mam Wam do zaproponowania kilka krótkich tekstów Stefana Grabińskiego. Opowiadania mają to do siebie, że potrafią być trudne w odbiorze, zwłaszcza czytane jedne po drugich i to w ciągu. Autorzy muszą bowiem w ograniczonej formie umieścić coś z gruntu skończonego. A każdy tekst to zupełnie inna historia. W przypadku Grabińskiego trzeba jeszcze pamiętać, że teksty powstały w I ćwierci XX w., co przekłada się dodatkowo na trudny, z punktu widzenia dzisiejszego czytelnika, kwiecisty język. Miejscami przeładowany, czasem pompatyczny. Co by o tym języku nie mówić, wydaje mi się, że od czasu do czasu powinniśmy jednak podjąć ten trud. Jako przeciwwagę dla dzisiejszego uproszczonego języka. I chociaż zbiór „Demon ruchu” podobał mi się bardziej, nie czułam przy okazji Ogrojca baśni, że zmarnowałam czas.
Bo i po cóż wspominać? Pamięć chwil szczęsnych, pogodą rozśnianych budzi tylko głęboki smutek i tęsknotę za tym, co już nigdy nie wróci.
Pamiętajmy, że kiedyś to głównie literatura pouczała, bawiła lub straszyła, ale przede wszystkim pobudzała wyobraźnię. To krótki skok w przeszłość i choć część tematów z naszej perspektywy może wydawać się dość naiwna, oddaje ducha czasów, w których powstała. Jestem ciekawa, jak na tym tle wypadnie kiedyś literatura XXI wieku. Ogólnie oceniam opowiadania na dobre. Były takie, które podobały mi się bardziej, inne zaś znacznie mniej. We wszystkich jednak znajdował się jakiś morał lub próba zwrócenia uwagi na dany temat.

Polecam jako czytelnicze wyzwanie – odskocznię od dzisiejszej literatury.

P. S. Mój egzemplarz dawno temu udało mi się  zdobyć za zero złotych na bookrage.com. Dziś opowiadania pewnie można znaleźć w innych dziełach zebranych. Poszukajcie w bibliotece! :)

środa, 15 stycznia 2020

Melissa Darwood - „Luonto”

Opis:

Podczas trzęsienia ziemi siedemnastoletnia Chloris zostaje uratowana przez monstrualne ptaszysko. Orzeł jest Homanilem - dwudziestoletnim chłopakiem o imieniu Gratus. Zabiera dziewczynę do Luonto - osady, będącej odpowiednikiem biblijnej arki. Homanile żyją pod ludzką postacią, lecz gdy do głosu dochodzą silne emocje, ulegają przemianie w zwierzęta.

Między Chloris a Gratusem rodzi się zakazane uczucie. Jaką misję mają do spełnienia Homanile? 

Czy związek człowieczej dziewczyny z Homanilem ma szansę na przetrwanie?

Koniec świata nadchodzi. Żywioły pragną zemsty.

A może nic nie jest takie, jakim się wydaje...

Wolisz poznać gorzką prawdę czy upajać się słodkim kłamstwem?

 

Moja ocena: Dobra (***)


Druga przeczytana przeze mnie książka w tym roku to prezent bożonarodzeniowy. Sięgnęłam po nią bardzo szybko, choć niestety często zdarza mi się odkładać zdobyczne pozycje na później. A wręcz bywa, że o nich zupełnie zapominam. W tym przypadku rzuciłam się na głęboką wodę – ciekawiła mnie zarówno okładka, jak i sama autorka, której jeszcze nie miałam szansy poznać.

Niestety od pierwszych stron czułam, jak książka zaczyna mnie drażnić. Nie wiem, czy bardziej za sprawą samej głównej bohaterki, czy przez szybkość, z jaką zostajemy wrzuceni w tę opowieść. Okładka to sugerowała, ale pierwsze fragmenty utwierdziły mnie w przekonaniu, że Luonto jest głównie skierowane do młodzieży. A ja jako ta „starsza” młodzież po prostu męczyłam pewne fragmenty.
– Mówiłem, że ta książka ci się nie spodoba.
– Zakończenie mi się nie podobało! Sama książka była cudowna. To niesprawiedliwe.
Inne zaś bardzo mnie pochłonęły, zaciekawiły i były lepiej napisane. Ciekawym elementem jest zabranie czytelników do Prypeci i Linfen (najbardziej zanieczyszczonego miasta w Chinach). Tam autorka większą uwagę poświęca szczegółom i od razu czytało się to troszeczkę lepiej. Bo mocną stroną książki, zwłaszcza w kontekście dzisiejszych czasów, jest poruszony w niej temat ekologii, a najczęściej jej braku.

Luonto to fantasy łączące w sobie wiele motywów. Przy tak szybkim tempie rozgrywającej się akcji, czasem jest ich nawet za dużo. Niektóre zwroty akcji wypadają przez to średnio. Nie zżyłam się z postaciami. Na plus uznaję za to zakończenie, które jest w opozycji do wielu innych książek z tego gatunku.

Mimo wszystko uznałam Luonto za dobre. Dlaczego? Wbrew pozorom dobrze się przy czytaniu bawiłam. I tak, przeczytałam za dużo powieści fantasy, by było łatwo mnie zaskoczyć. Prawda to, że w książkach (nawet takich) szukam już czegoś poważnego. Zgadza się, że daleko mi od bycia dzieckiem, które wyczekiwało nowego tomu Harrego Pottera, czy nastolatką zafascynowaną Darami Anioła. Jestem pewna, że gdybym przeczytała Luonto właśnie w tamtym okresie, podobałoby mi się znacznie bardziej.

Polecam młodzieży i młodym duchem!

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Elżbieta Cherezińska – „Harda”


Opis:

Harda, #1

Mężczyzna, którego kocha. Ogień, który rozpala. Królestwa, którymi włada.
Świętosława od dziecka była harda. Od najmłodszych lat, wraz z bratem Bolesławem Chrobrym, uczyła się niuansów politycznej gry. Miała stać się pionkiem w układzie sojuszy swego ojca, księcia Mieszka. Jej ambicje sięgały znacznie dalej. Chciała zostać królową.

Los okazał się nieprzewidywalny. W drodze na dwór męża spotkała kogoś, kto zawładnął jej sercem. Czy jest w stanie spełnić swe ambicje i kochać? Stawka jest wysoka - przyjaciele zmieniają się we wrogów, miłość w nienawiść. Sakrament w klątwę.

Harda to opowieść o kobiecie niezwykłej, której losy nierozerwalnie wplatają się w dzieje Polski, Szwecji, Danii, Norwegii i Anglii. Namiętności, walka o tron, krwawe bitwy oraz zniewalające historie to królestwo, po którym Elżbieta Cherezińska porusza się z lekkością i drapieżnością sokoła.

https://sklep.zysk.com.pl/harda.html

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

 

Koniec starego roku i początek nowego przywitałam z przytupem, czyli z „Hardą” Elżbiety Cherezińskiej! Opowieść o córce Mieszka, księżniczce Świętosławie, która wpisała się w historię północnej Europy, jest dla mnie interesująca z kilku powodów. Po pierwsze to powieść z perspektywy silnej kobiety, która musiała wykazać się inteligencją, siłą woli i sprytem w patriarchalnym społeczeństwie. Często musiała przez to naginać ramy tego, co wypada księżniczce, później królowej, kobiecie, matce, a także chrześcijance.
Lęk odbiera człowiekowi wolność, paraliżuje mocniej niż kalectwo.
Po drugie historia Skandynawii i wikingów była przez pewien czas w moim kręgu zainteresowań, zwłaszcza podczas pisania pracy magisterskiej, więc to dla mnie trochę podróż sentymentalna. Przez to bardzo łatwo zagłębiłam się w tę historię i chłodny klimat. Byłam jednak daleka od oceniania, ile ta historia ma w sobie ziaren prawdy. Wystarczyła mi atmosfera, intrygujące postaci i stojące za nimi motywacje. Każdy bohater, niezależnie od tego, czy go polubiliśmy, czy nie, wniósł swoją cegiełkę do całej opowieści.
– Władca, który myśli tylko o sobie, żyje wygodnie aż do dnia, w którym nie widząc, jak to się stało, traci wszystko. Zaś ten, który odmawia sobie, by żyć życiem swego rodu i kraju, cieszy się miłością. (…)
– Miłość poddanych wystarczy, by się przeciwstawić, gdy ktoś będzie chciał nas pokonać? – zapytał.
– Nie – odpowiedział spokojnie Wilkomir. – Ale bez niej nie będziesz miał żadnych szans.
Zdecydowanie polecam! Choć od razu przyznam, że w przypadku twórczości Elżbiety Cherezińskiej jestem bardzo subiektywna. Podoba mi się nie tylko jej styl i łatwość pisania, ale także płynne przechodzenie prawdziwych historii i wiarygodnych opowieści z fantastyką. Nie oszukujmy się, to nie jest książka stricte historyczna i nie musi odpowiadać prawdzie, za to ma nam zapewnić przyjemnie spędzony czas. I ja czas spędzony z Hardą tak właśnie odbieram.

czwartek, 15 sierpnia 2019

Stephen King – „Outsider”

 

Opis:


Bestialska zbrodnia. Śledztwo pełne znaków zapytania. Stephen King, znajdujący się w szczególnie owocnym okresie twórczości, przedstawia jedną ze swoich najbardziej niepokojących i wciągających opowieści.


W parku miejskim znalezione zostaje zmasakrowane ciało jedenastoletniego chłopca. Naoczni świadkowie i odciski palców nie pozostawiają wątpliwości: sprawcą zbrodni jest jeden z najbardziej lubianych obywateli Flint City. To Terry Maitland, trener drużyn młodzieżowych, nauczyciel angielskiego, mąż i ojciec dwóch córek. Detektyw Ralph Anderson, którego syna Maitland kiedyś trenował, nakazuje przeprowadzić natychmiastowe aresztowanie w świetle jupiterów. Maitland ma wprawdzie alibi, ale Anderson i prokurator okręgowy wkrótce zdobywają kolejny niezbity dowód: ślady DNA. Sprawa wydaje się oczywista.

Kiedy w toku śledztwa zaczynają wychodzić na jaw przerażające szczegóły, porywająca opowieść Kinga wchodzi na wyższe obroty, napięcie narasta, aż staje się niemal nie do zniesienia. Terry Maitland na pozór jest miłym człowiekiem, ale czy ma drugie oblicze? Odpowiedź szokuje – tak jak szokować potrafi tylko Stephen King.



Moja ocena: Bardzo dobra (****)


Lubię twórczość Stephena Kinga. I mimo że często psioczę i narzekam na pewne elementy jego powieści, jest to jeden z niewielu autorów, do których tak często wracam. Jego książki od zawsze kojarzą mi się z dobrą rozrywką, gęsią skórką i/lub ciarkami na plecach. Bo Kinga czyta się dla tajemnic. Dla mrocznych zagadek. I ożywających koszmarów.
Tragedia, jak odra, świnka czy różyczka, jest zaraźliwa. Tym, co ją odróżnia od tych chorób, jest brak szczepionki.
Dlatego Outsider wydaje się na początku wręcz spokojny. Akcja rozwija się powoli, a czytelnik buduje sobie fabułę z fragmentów układanki. W tym przypadku nie jest to trudne. King umyślnie podaje nam wszystko na tacy. I właśnie dlatego czułam, że jest coś nie tak. Że wszystko zbyt idealnie się układa i prędzej czy później zostaniemy oszukani.
Niesamowite, jak łatwo, będąc w trzewiach ziemi, uwierzyć w coś, co przedtem wydawało się nie tylko niemożliwe, ale wręcz śmiechu warte.
Zdecydowanie polecam! Fabuła wbiła mnie w fotel. Przy okazji „Outsidera” Stephen King eksponuje różne ludzkie wady, a jego bohaterowie mają wiele z nas samych. Dlatego z jednej strony jest ciekawie, z drugiej zmusza do przemyśleń.

niedziela, 28 lipca 2019

Marissa Meyer – „Scarlet”


Opis:

Saga Księżycowa, #2


Baśniowo-futurystyczna opowieść, w której Czerwony Kapturek spotyka Kopciuszka.

Cinder – bohaterka pierwszego tomu bestsellerowej Sagi Księżycowej powraca i kolejny raz wpada w wielkie kłopoty. Tymczasem po drugiej stronie świata znika babcia Scarlet Benoit. Szybko okazuje się, że Scarlet nie wie o niej wielu rzeczy. Nie wie także o śmiertelnym niebezpieczeństwie, w jakim przeżyła całe swoje życie. A kiedy spotyka Wilka, pięściarza, który może posiadać informacje o miejscu pobytu jej babci, wzbrania się przed zaufaniem mu. Coś ją do niego jednak przyciąga. A jego do niej.

Kiedy Scarlet i Wilk wyjaśniają jedną tajemnicę, natychmiast napotykają na następną, a to prowadzi ich do Cinder. Teraz razem muszą stale być o krok przed Levaną, mściwą królową Księżycowych.

Przygoda trwa w tej świeżej opowieści, łączącej elementy baśni o Kopciuszku i Czerwonym Kapturku.

https://papierowyksiezyc.pl/ksiegarnia/scarlet-saga-ksiezycowa-tom-2/

 

Moja ocena: Bardzo dobra (****)


Często zaczynam się zastanawiać, jak długo książki podobne do "Scarlet" będą sprawiały mi przyjemność. Budziły tę dziecinną radość, pobudzały wyobraźnię i przenosiły z nostalgią w czasy dzieciństwa, gdy każda lektura otwierała drogę do nowego świata. Takie odczucia budzą we mnie szczególnie serie, które bazują lub odwołują się do tradycyjnych motywów i baśni.
Nie dziękuj mi za mówienie ci prawdy, kiedy kłamstwo byłoby dla ciebie zbawieniem.
W przypadku "Scarlet" Czerwony Kapturek spotyka Kopciuszka, i ja to kupuję, bo w sumie, dlaczego nie? Czy nigdy nie zdarzało Wam się zastanawiać, jak postacie z różnych książek mogłyby dobrze się dogadywać... lub wręcz przeciwnie? Co ciekawe forma takich crossoverów nie tylko mi nie przeszkadza, a wręcz w wielu przypadkach staje się atutem. Podtrzymuje pamięć o postaciach, które wydają się kultowe.
- No to jesteśmy martwi.
- Nie, teraz już wiem. To na pewno w tę stronę.
- Nie masz adresu?
- Kapitan zawsze zna położenie swojego statku. To coś jak psychiczna więź.
- Gdyby tylko był z nami jakiś kapitan...

Pierwsza część Sagi Księżycowej mnie zachwyciła, druga rozbudziła apetyt na więcej i nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnąć po kolejną część. Polubiłam głównych bohaterów, a ich historie – chociaż bardzo unowocześnione – wciąż przypominają mi czasy dzieciństwa. I w sumie nie wiem, w jakim stopniu oceniam samą Scarlet, a w jakim tamten fajny, błogi czas.

Zdecydowanie polecam!

środa, 20 lutego 2019

Trudi Canavan – „Obietnica Następcy”


Opis:

Prawo Milenium, #3


Trzeci tom serii fantasy „Prawo Milenium” autorki światowych bestsellerów Trudi Canavan.

Od konfrontacji buntowników z Raenem minęło pięć lat. W tym czasie Qall, chłopiec ocalony przez Rielle, bezpiecznie dorósł wśród Podróżników, a Tyen znalazł sobie nowy dom i ukrył się przed ludźmi, którzy okrzyknęli go zdrajcą i nazwali Szpiegiem.

Pięć lat chaosu, nad którym Baluka i Odnowiciele ledwie byli w stanie zapanować. Wszędzie toczą się wojny, niektóre światy zostały opanowane przez machiny wojenne, inne pozbawili mocy magowie pragnący nieśmiertelności.

W czasach gdy wojna zagraża z trudem wypracowanemu przez Rielle i Tyena pokojowi, a Qall wkracza w dorosłość, lojalność zostanie poddana próbie. Złożone obietnice mogą wszystko zmienić. Zależy od nich życie Qalla.

Dahli ma bowiem możliwość przywrócenia władzy Raenowi i nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swój cel.

 

Moja ocena: Bardzo dobra (****)


W końcu wracam z kolejną recenzją! I to recenzją książki autorki, którą bardzo lubię. Muszę przyznać, że do Trudi Canavan zawsze odczuwam pewnego rodzaju sentyment i po jej kolejne wydawnictwa sięgam w ciemno. Przy okazji „Obietnicy Następcy” podjęłam się dodatkowo trudnej misji dokończenia serii rozpoczętej jakiś czas temu. Jestem osobą, która czyta serie z przerwami (bo czytane tomy jeden po drugim potrafią mnie znudzić) i często okazuje się, że okresy między jedną a drugą książką rozrastają się do niebotycznych rozmiarów. W takim przypadku najczęściej zapominam, co działo się w poprzednich tomach, a że jestem osobą leniwą... No cóż, nie zaczynam czytania od początku, tylko liczę, że w miarę rozwoju opowieści wszystko sobie przypomnę. Taki mój czytelniczy grzech. ;)
– Może ludzie powinni przestać liczyć na to, że ktoś ich ocali (...). – Może powinni sami zająć się rozwiązywaniem własnych problemów.
Kiedy zaczęłam czytać Obietnicę, nie tylko szybko wciągnęłam się w przedstawianą historię, ale z każdą kolejną stroną przypominałam sobie coraz więcej. Autorka mimowolnie przypomina ważniejsze wątki fabularne dwóch poprzednich tomów, co tylko działało na moją korzyść. Trzeba zaznaczyć, że cała seria jest bardzo spójna, ale i wielowątkowa. Na szczęście Canavan jest jedną z tych pisarek, które nie gubią się w swoich własnych opowieściach. I wie, które momenty najlepiej nam przypominać.
Wszyscy zmieniamy się w miarę upływu lat. Nieustannie ewoluujemy, stajemy się innymi ludźmi. Wierz mi, że zupełnie nie jestem podobny do człowieka, którym byłem w twoim wieku, i wcale nie przeszkadza mi to aż tak, jak mogłoby się wydawać. Możesz zmienić się w kogoś zupełnie innego, ale to nie znaczy, że na gorsze.
„Obietnica Następcy” kontynuuje dobrą passę serii. Znajduje się w niej wszystko, do czego autorka zdążyła nas już przyzwyczaić. W mojej ocenie główną zaletą tej książki, jak i całego cyklu, jest głębsza historia ukryta pod płaszczykiem fantazji i magii. To opowieść o ludzkich wyborach, moralności człowieka i świecie, który nie jest czarno-biały.
– Wszystko, co robimy, jest egoistyczne. (...) Kiedy decydujemy się kogoś ocalić, to dlatego że chcemy czuć się w porządku wobec samych siebie. Kiedy podejmujemy decyzję, kierując się względami moralnymi, to dlatego że przekonaliśmy samych siebie lub pozwoliliśmy, by ktoś nas przekonał, że nasza moralność jest lepsza od innych. Ale nasz egoizm to w pewnym sensie ochrona samego siebie.
Nie udałoby się osiągnąć takiego efektu, gdyby nie interesujący i wielowymiarowi bohaterowie. To właśnie ich oczami obserwujemy rozgrywające się wydarzenia. Towarzyszymy im w trudnych wyborach i oceniamy ich skutki. Większości postaci kibicowałam, inne próbowałam zrozumieć. W końcu wszyscy mieli swoją rolę do odegrania.
– Nie słyszałam o kimś, kto przeszedłby przez życie nie robiąc sobie wrogów. (...) Możesz najwyżej zadbać, by wrogom nie podobało się to, że jesteś dobrym człowiekiem.
Będę polecać Wam Trudi Canavan, ponieważ jestem stronnicza. Autorka już dawno temu kupiła mnie Trylogią Czarnego Maga i tak już zostało. Pisze powieści, które wpadają w mój gust i wyobrażenie o dobrej fantastyce, dlatego przymykam oko na niedociągnięcia, gdy się takie pojawiają. Częściej jednak zupełnie nie zwracam na nie uwagi, skupiając na rozgrywających wydarzeniach i przekładaniu kolejnych stron.

Ps. Pisząc tę recenzję, dowiedziałam się, że autorka przygotowuje kolejną część Prawa Milenium! Chociaż w tej chwili jestem na bieżąco. xD
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...